<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832</id><updated>2011-12-22T09:49:37.501+01:00</updated><category term='harcerskie'/><category term='podróże'/><category term='ekonomia'/><category term='kultura'/><category term='prywatne'/><category term='polityka'/><title type='text'>Wędrówką jedną życie jest człowieka...</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>32</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-6485166540952600848</id><published>2011-01-16T14:15:00.002+01:00</published><updated>2011-01-16T14:15:30.593+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekonomia'/><title type='text'>W końcu widać drugą falę</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;No  i stało się. W Internecie pojawiła się informacja że dług publiczny USA  osiągnął 14 bln dolarów. Dla amerykańskiej gospodarki oznacza to  koniec. Zgodnie z ich regulacjami anty-recesyjnymi gdy dług publiczny  osiągnie 14,3 bln USD należy zastosować środki regulacyjne. A osiągnie, w  minionym roku deficyt to zaledwie 1,7 bln USD, a w tym planowy na nie  mniej niż 1,3 bln dolarów.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Łatwo  wyliczyć, że jeszcze w tym półroczu dojdzie do przekroczenia progu  oszczędnościowego, a to oznacza poważne problemu systemu finansowego  Stanów Zjednoczonych Ameryki. A tę chorobę już znamy, najpierw chorują  USA, upada jakiś amerykański bank (tym razem bank taki wybierze  WikiLeaks, które obiecało w następnej porcji danych skompromitować jeden  z większych amerykańskich banków), a potem zaczyna chorować cały świat.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Chyba  znaleźliśmy drugą falę ostatniego kryzysu. I dobrze, dobrze, że  nadchodzi i tak by nadeszła, a tak przynajmniej będziemy mieli to za  sobą. Niestety można się spodziewać, że druga fala poważnie sparaliżuje  rynek, co najmniej tak jak pierwsza, a to oznacza poważne kłopoty.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Pozostaje  nam mieć nadzieję, że nasz Rząd będzie trzymał rękę na pulsie i znów  wyjdziemy obronną ręką z kryzysu, ale coraz słabiej to widzę. Choć nie  jest tak źle jak w USA, to nasze progi ostrożnościowe też są coraz  bliżej (nawet pomimo zabiegów UE przy rozliczaniu OFE). Rząd widzi  nadzieję, uratowania naszej gospodarki, pożyczając (a może lepiej  powiedzieć „kradnąc”) pieniądze z OFE, ale to pozory, to tylko odłożenie  wyroku w czasie, a to niestety nic nie załatwia. Trzeba mieć nadzieję,  że przy odrobinie szczęścia i rozsądku, przedstawiciela potomków  polskiej emigracji londyńskiej, pana ministra Rostowskiego znów  wyjdziemy z problemów jako zielona plama czerwonej Europy.&lt;/div&gt;&lt;span class="post-author vcard"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-6485166540952600848?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/6485166540952600848/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2011/01/w-koncu-widac-druga-fale.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/6485166540952600848'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/6485166540952600848'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2011/01/w-koncu-widac-druga-fale.html' title='W końcu widać drugą falę'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-6620828321375086367</id><published>2010-11-23T00:14:00.000+01:00</published><updated>2010-11-23T00:14:04.961+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekonomia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><title type='text'>„Polski Cud”</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; No i się stało. Mamy cud, ale nie „irlandzki”, a… „polski”. W minionym tygodniu Die Welt rozpisywał się o sukcesie gospodarczym Polski. W końcu nasi najbliżsi sąsiedzi (i co ważne: istotni partnerzy w wymianie wewnątrz wspólnotowej!) zauważyli, że nasza gospodarka ma się dobrze.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nasz polski renesans (oczywiście w wykonaniu typowo polskim) opisują jako kwitnięcie (taaa z nudów chyba). Choć może coś w tym jest. Wszyscy łącznie z Bankiem Światowym, EBC, RPP (a nawet KE się w to włączyła) poprawiają swoje prognozy na nadchodzący rok dla Polski i robią korekty wskaźników przewidywanych za IV kwartał tego roku (oczywiście korekty pozytywne dla nas). Coś tam w tle słychać o „55%”, ale chyba w końcu Polacy zrozumieli, że wysoki wskaźnik deficytu, to nie koniecznie koniec świata, że da się z tym żyć. A co więcej. Bieżąca sytuacja pokazuje, iż pomimo wysokiego zadłużenia może być całkiem, całkiem. Założenia do przyszłorocznego budżetu nie dość, że są realistyczne to w ocenie niektórych (za przeproszeniem) „ekspertów” są pesymistyczne i „na pewno uda się osiągnąć dużo lepsze wyniki”. Może i się uda, miejmy nadzieję, tymczasem dobrze, że mamy margines…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Oczywiście nawet autorzy przyznają, że optymizm rządu w wypowiedziach ostatnimi czasy bezpośrednio związany był z nadchodzącymi wyborami, ale pomimo tego, Niemcy docenili naszą sytuację. &amp;nbsp;Chwalą rząd, premiera i cały ten nasz Polski cyrk.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wielkimi krokami biegnie ku nam koniec roku, a muszę przyznać, że jestem pełen obaw. Ten rok zmienił bardzo dużo, Euro okazało się porażką, Grecja zubożyła całą Wspólnotę, druga fala… (no właśnie – falo gdzie jesteś?). Zastanawia mnie ten „Polski Cud”. Jakim cudem nam się to udało? Co raz bardziej jednak zaczynam wierzyć, że Pan Premier i spółka nie są tacy … („zieloni” będzie dobrym słowem) jak ich malują.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ciekaw jestem co nam przyniesie grudzień i nadchodzący rok. Jedno jest pewne, przyniesie poważne zmiany w budżecie, przyniesie nowy podatek od wartości dodanej i przede wszystkim nową kampanie wyborczą, tym razem przed najważniejszymi wyborami. Myślę, że wielu ciekawych rzeczy znowu się dowiemy, a tymczasem czekając na nieuniknione, zacznijmy udawać, że zapomnieliśmy o drugiej fali recesji, może da się nabrać?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-6620828321375086367?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/6620828321375086367/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/11/polski-cud.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/6620828321375086367'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/6620828321375086367'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/11/polski-cud.html' title='„Polski Cud”'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-5629203798452314209</id><published>2010-11-08T00:19:00.002+01:00</published><updated>2010-11-08T00:19:49.568+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatne'/><title type='text'>Sens</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Sens. Każdy z nas zna to słowo. Co więcej każdy z nas zna znaczenie (co by nie powiedzieć, że sens) tego słowa. I myślę, że nie raz w naszych umysłach to słowo występuje w pytaniach, które sobie zadajemy: „czy to naprawdę ma sens?”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;I to pytanie mnie od kilku miesięcy prześladuje. O sens. Gdy kończyłem studia, zastanawiałem się jakiż sens miało ich skończenie. Czy aby nie zmarnowałem tych kilku lat, bo z wiedzą, którą zdobyłem wcale pewnie się nie czuję. Czy sens miało pakowanie się projekt z Belgami, który kosztował mnie ogrom wysiłku i pracy? Miałem bałagan w głowie, lecz ciągle nie wiedziałem, iż to o „sens” chodzi.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Przełomowy moment moich rozmyślań i rozterek nastąpił podczas zdobywania Korony Gór Polskich. Gdzieś tam, na szlaku na Rysy (przy cudownej pogodzie – widoczność jakieś trzy metry), minąłem się z jakimś mężczyzną, który zapytał mnie: „Panie, Ty widzisz sens, że tam wchodzisz?”. Właśnie czy ja widzę sens? Odpowiedziałem: „Tak, to 22. szczyt Korony”. Moment. A jaki sens ma zdobywanie Korony…?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Pojechałem na Zlot do Krakowa. Jaki jest sens pakowania się w ogromną, źle przygotowaną imprezę gdzie jest jeden wielki chaos, a za swoją pracą zamiast słowa dziękuję, słyszy się tylko pretensje?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Jaki ma sens pakowanie się na trzy tygodnie na łupinkę o długości niecałych 14 metrów, aby nie spać po nocach, ani nie móc w spokoju zjeść posiłku, a żywić się pulpetami i gołąbkami ze słoika? Jaki sens ma to nocne siedzenie przy temperaturze +4 stopni w sierpniu gdzieś pod Helsinkami? Jaki sens ma ta beznadziejna wachta od 4 gdzie oczy same się zamykają, nic się nie dzieje i na dodatek jest flauta przy martwej fali?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Jaki sens ma szukanie pracy, skoro można jeszcze „postudiować” (nie mylić z uczeniem)? Jaki sens ma robienie czegokolwiek?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Uwaga! Jest na to odpowiedź dwoma słowami: nie ma. Ja nie widzę. Nie widzę w tym sensu oprócz: robienia czegoś dla siebie, pokonywania własnych słabości, poznawania siebie. Coś czuję, że sens sprowadza się do egoizmu. Często, bo nie zawsze, to co wydaje się bezsensowne, uzasadnienie swojego istnienia ma w nas.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;I pomimo, że to bez sensu, myślę że warto robić takie rzeczy. Warto, nawet jeśli są całkowicie egoistyczne. Po co? Dla nas samych, bo dopiero gdy znajdziemy siebie w sobie, będziemy mogli dobrze służyć innym.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-5629203798452314209?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/5629203798452314209/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/11/sens.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/5629203798452314209'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/5629203798452314209'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/11/sens.html' title='Sens'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-6161197587418927789</id><published>2010-11-08T00:12:00.002+01:00</published><updated>2010-11-08T00:12:59.299+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekonomia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><title type='text'>Nuda!</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;Dochodzi koniec października. Nie było mnie tu od dawna. Od dawna nie przyglądałem się również ze szczególną uwagą naszej gospodarce. Bo po prostu zrobiło się nudno. Co prawda nasz rząd zapowiedział podniesienie VATu do 23%, co w sumie dla konsumentów zmienia nie wiele, dla rządu zapowiada zaś dość spore zyski w przyszłorocznym budżecie. Konsumenci, co więcej, już zdążyli zapomnieć o tej podwyżce i z powrotem notowania pana premiera i kolegów rosną (zresztą dzięki p. niedoszłemu prezydentowi). Grecja nie zbankrutowała (choć zubożyła wiele krajów Unii). W Polsce nadal nie ma Irlandii (i bardzo mnie to cieszy). W Europie nastroje różne, ale wszystko wskazuje na powolny wzrost optymizmu. Drugiej fali kryzysu jak nie było, tak niema (ona chyba naprawdę czeka, aż wszyscy uwierzymy, że nie przyjdzie). Zrobiło się po prostu nudno. Nawet przygotowania przyszłorocznego budżetu nie budzą jakoś sensacji. Mam nadzieję, że atmosfera w naszej gospodarce i polityce się trochę ożywi, bo inaczej będziemy skazani, aby zacząć oglądać jakieś polskie (aby pobudzać naszą gospodarkę) seriale w TV z nudów.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-6161197587418927789?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/6161197587418927789/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/11/nuda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/6161197587418927789'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/6161197587418927789'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/11/nuda.html' title='Nuda!'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-9011928215242008649</id><published>2010-11-08T00:11:00.001+01:00</published><updated>2011-02-14T22:34:53.799+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże'/><title type='text'>Korona Gór Polskich</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Ci co mnie znają, wiedzą że jestem nieobliczalny. Gdy jakiś rok temu po raz pierwszy powiedziałem publicznie o swym planie zdobycia Korony, jedni zrobili wielkie oczy, drudzy zapytali co to, a trzeci (wyjątkowo czule) zmartwili się o stan mojego zdrowia (zwłaszcza psychicznego). W rytmie normalnego życia, moje zamiary odeszły na dalszy plan…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Ale wróciły. Takie rzeczy zawsze wracają (jak sylwester pod namiotem w górach i milion moich innych głupich pomysłów), tym razem przybyły wraz z wiosną. Analiza trasy, liczenie dni. Jak powiedziałem swoim rodzicielom o swym planie zdobycia Korony w dwa tygodnie, stracili resztki nadziei na choć krztę mego rozsądku. Do ostatniej chwili nie wiedziałem kiedy wyjadę. W końcu znalazłem lekko ponad dwa tygodnie wolnego. I wyjechałem…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Długą drogą przez Środę Wielkopolską i Wrocław, dotarłem w góry. Pierwsze dni miały być najgorsze. Najwięcej szczytów, dużo krótkich przejazdów. Wyruszyłem wyposażony w szczegółowy plan. Czasy wejść, czasy zejść. Czasy przejazdów, noclegi. W pierwszej części towarzyszyła mi koleżanka z Wrocławia. Pierwszego dnia wybraliśmy się na Biskupią Kopę. Szczyt znany, byłem tam nie dalej jak w lutym. Wbiegamy na szczyt, robimy zdjęcie i zbiegamy. Wtedy jeszcze nie miałem świadomości, że tak będzie przez następne 10 dni. Potem pojechaliśmy na Kłodzką Górkę. I… tu zaczęły się schody. W 1/3 zgubiliśmy szlak. Gdy wracaliśmy szukając go, odnaleźliśmy strzałkę... na korze oberwanej z drewna, zalegającej na ziemi. No nic trochę straconego czasu, na szczyt wbiegam już dalej sam. Zbiegam na dół i jedziemy w stronę Bielic. Nie wiedząc czy damy radę wejść przed zmrokiem rezygnujemy z planowanych na ten dzień kolejnych dwóch szczytów. Pierwszy dzień dał nam w kości.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Na dzień drugi w planie mieliśmy trzy szczyty plus dwa zaległe razem pięć. W tym Śnieżnik i jeszcze dwa powyżej 1000 m. Na Kowadło i Rudawiec wbiegamy z Bielic. Wsiadamy w samochód i dojeżdżamy pod Śnieżnik. Wybieramy najkrótsze wejście, ale jednak, droga długa. Gdy dochodziliśmy do szczytu już było widać deszczowe chmury nad głowami, gdy skończyliśmy robić zdjęcia już lało. Schodzimy w deszczu. Przemoczeni wsiadamy do samochodu i jedziemy na Jagodną. Na szczyt wchodzę sam. Droga się strasznie dłuży, idę drogą (samochód terenowy spokojnie by przejechał) i idę, i idę. Gdyby nie tabliczka szczytowa poszedłbym dalej. Ponoć każda góra ma charakter. Jagodnia ponoć też. Ja jednak nie znalazłem tego charakteru. Pewno gdyby nie Korona, mało kto by tu bywał (choć chyba i tak mało kto tu zagląda). Zaraz po zejściu zaczyna lać. Schodzę w deszczu. Nie poprawka – w ulewie. Drogą płynie strumień do połowy łydki. Buty mokre na wylot. W sumie nie miałem na sobie nic suchego. Kurtka, która nie jeden morski sztorm przeżyła, temu deszczowi nie podołała. Decyduję, ostatni szczyt na ten dzień odłożyć „na jutro”. W końcu i tak zrobiłem już jeden więcej niż planowałem… Ostatni plan to kolacja. Próbowaliście kiedyś zjeść kolację w Dusznikach-Zdrój o 2100 w środku sezonu? Nie? Może poleciłbym coś innego – ale otwarta była tylko jedna restauracja. Do tego z dancingiem. Ale takim prawdziwym, a średnia wieku na parkiecie strzelam, że jakieś 60. Niezapomniane przeżycie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Tak odłożyć łatwo. To był piątek. Szczytów w planie: cztery. Zaległy: jeden. Razem? Pięć. Zaczynamy od Orlicy (szczyt, bez szczytu). Robimy zdjęcie pod tablicą z przejściem granicznym (przecież napisałem, że nie ma szczytu) i zbiegamy. Potem Szczeliniec Wielki, Wielka Sowa i Waligóra. Waligóra była szczytem wyjątkowym z dwóch powodów. Primo: od schroniska Andrzejówka wchodzi się na nią 15 minut, a w tym czasie robi się 200 metrów przewyższenia (i wypluwa płuca). Secundo: był to dziesiąty szczyt. Psychicznie już lepiej. A i do połowy tylko 4… Ostatni jest Chełmiec. Na szczyt prowadzi droga krzyżowa (i asfaltowa pryz okazji). Wybieramy szlak na skróty i wchodzimy. Zbiegamy do auta i z radością jedziemy do Karpacza.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;W planie na sobotę „luzik„ – tylko dwa szczyty. Po pięciu z dnia poprzedniego brzmi to super. Zaczynamy od Śnieżki. W bardzo ładnej (nawet nie wiem czy nie za bardzo) pogodzie, wchodzimy i schodzimy ze szczytu. Potem Skalnik i w stronę Szklarskiej Poręby.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Niedzielę zaczynamy od szczytu na który nie prowadzi szlak, tylko ścieżka – Wysoka Kopa. Ścieżkę odnajdujemy i wchodzimy na szczyt. Wszystko wskazuje na to, że pogoda się odmieniła i (przynajmniej przez jakiś czas) będzie mi sprzyjać. I najwyższa pora na to, bo to już przecież połowa szczytów! Na koniec niedzieli zostają nam Skopiec (gdzie szczyt to po prostu kamień pomiarowy) i Ślęża – czyli podstawowy weekendowy „spacerniak” Wrocławian. Przez Wrocław ruszam dalej, ale już sam – teraz przede mną najgorsza część wyprawy.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;W poniedziałek spotykam się z koleżanką z pracy z zeszłego roku w Pszczynie i ruszam dalej. Po drodze na Czupla podwożę miejscowego na stopa. Opowiadam mu co robię w tych stronach (zdziwiony był widząc moją „gdańską” rejestrację). Zafascynowany dzwoni do kolegi i w ten sposób mam gdzie już zostawić dość wysoko samochód, aby zaoszczędzić wbiegania asfaltem. Czupel zdobywam przy zachodzie słońca i po ciemku ze Szczyrku wyruszam na Skrzyczne. Na szczycie kilka zdjęć, podziwiam Szczyrk nocą z góry i schodzę na dół, przecież czeka mnie przejazd dalej w stronę Babiej Góry.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Noc spędzam gdzieś na stacji zamieszkawszy już na dobre w samochodzie. Nad ranem ruszamy dalej. Dzień zaczynam Babią Górą. Ze względu na to, iż spodziewam się wyjazdu na ConCordie koło weekendu decyduje się na zmianę planów, tak aby jak najszybciej zdobić Rysy. 20. szczytem wyprawy zostaje Lubomir ze obserwatorium astronomicznym na szczycie, a 21. Mogielnica. Po zejściu z niej (a pogoda postanowiła przestać mi sprzyjać) wsiadam do Swifta i koło północy podjeżdżam na Polanę Palenicę. Pierwotny plan wyruszenia do Moka i przespania się tam przegrywa ze zmęczeniem. Nie wychodzi wstanie o 2, nie wychodzi wstanie o 3. Wstaję o 4 i ruszam na Rysy. 22. szczyt wyprawy zdobywam w bardzo złych warunkach, a ze względu na deszcz decyduję się na zejście przez słowacką stronę. Cały czas towarzyszy mi chłopak z Wrocławia (który urwał się dziewczynie na jeden dzień). Po zejściu z Rys dowiaduję się, że następnego dnia wieczorem (w czwartek) czas być w Warszawie, aby wyruszyć do Budapesztu. Kolejna zmiana planów. Radziejowa, Wysoka i Turbacz zostają na „potem” jak wrócę z Węgier. Jeszcze tej samej nocy zdobywam Lackową (ale to było strome podjeście!) i podjeżdżam pod Tarnicę (przez ponad 2 godziny przez Bieszczady, prawie w ogóle nie wyłączałem świateł drogowych! i widziałem bardzo dużo zwierząt). Kilka godzin snu i jako jeden z pierwszych wyruszam na Tarnicę. Kolejna na czwartek (i ostatnia na ten etap) jest Łysa Góra. Łysica jest 25. szczytem wyprawy, a czwartek jest jej 9 dniem. Z przyjemnością witam się z Warszawą, prysznicem i łóżkiem. Przez weekend jestem w Budapeszcie, w niedzielę wieczorem odwożę znajomego na dworzec w Krakowie, sam wracam w góry. Podjeżdżam pod Radziejową. Koło północy wyruszam. Trzy godzinna trasa asfaltem ostro pod górę daje mi wycisk. Ale w końcu jest. Schodzę i jadę dalej. Śpię gdzieś już na Słowacji. Na Wysoką wchodzę od strony słowackiej (liczy się każda minuta, jeszcze w poniedziałek wieczorem chcę być w Warszawie). Jako 28. czyli ostatni zostaje mi jeden z ukochanych szczytów Karola Wojtyły. Widać to po mijanej w drodze na Turbacz kapliczce. I tym, że idzie się żółtym „papieskim” szlakiem. Na szczycie obelisk, który dla mnie jest symbolem zwycięstwa! Zdobyłem 28 szczytów w 10 dni. Zrobiłem to w co sam nie wierzyłem, choć upierałem się że dam radę. Korona żegna mnie w strugach deszczu. Po rad drugi podczas tej wyprawy przemaka mi wszystko. Droga do Warszawy to już przyjemność z poczuciem zwycięstwa.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Nie raz podczas tej wyprawy zastanawiałem się po co, czy warto. Teraz siedząc w zaciszu domu, gdy za oknem panuje już jesień, wiem że było warto. Nie tylko po to aby zdobyć coś niecodziennego, ale po to aby sobie udowodnić, że każde nawet najgłupsze pomysły i marzenia można zrealizować.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;I na koniec chciałem podziękować Natalii za towarzystwo w pierwszym tygodniu wyprawy, dzięki Tobie nie poddałem się na samym początku, a z każdym kolejnym szczytem zyskała mi motywacja do ukończenia Korony. Dh. Adamowi za gościnę w Warszawie i wspólny wyjazd na Węgry. Towarzyszowi z Rys, którego imienia niestety nie pamiętam, za wspólną wędrówkę. Oraz na koniec – najwierniejszemu mojemu towarzyszowi wyprawy: Swiftowi. Dzięki stary, że się nie zepsułeś i nie robiłeś żadnych numerów, razem przebyliśmy kawał drogi.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-9011928215242008649?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/9011928215242008649/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/11/korona-gor-polskich.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/9011928215242008649'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/9011928215242008649'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/11/korona-gor-polskich.html' title='Korona Gór Polskich'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-914654960205807090</id><published>2010-06-13T21:53:00.002+02:00</published><updated>2010-06-14T18:05:05.941+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><title type='text'>Wybory wygra pan K.</title><content type='html'>&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Nikt z nas nie ma wątpliwości, że przyszłotygodniowy pojedynek odbędzie się pomiędzy panami K. i K. (i oczywiście nie chodzi o p. Korwina-Mikke).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Martwi mnie tylko to co zawsze – frekwencja. I wcale nie martwię się ewentualną wygraną pana K. (czyt. „ka”). Spakowanie zajmie mi kilka minut, dyplom wyślą pocztą na wskazany adres, a ja poszukam spokoju duszy gdzieś, gdzie nie będzie dostępu do informacji z Kraju, co by nerwów (czyt. włosów) nie tracił.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Niestety Polacy dzielą się: na zdecydowany na pana K., zdecydowanych na pana K., zdecydowanych aby stracić swój głos, głosując na kogoś bez szans oraz na niezdecydowanych. Te ostatnie dwie grupy najbardziej mnie martwią. O ile jestem w stanie zrozumieć tych pierwszych, że są zdecydowani, mają określone poglądy których żaden z p. K. nie prezentuje (choć nie wiem czy takie mają szanse istnieć – bo to przecież dwa przeciwieństwa), o tyle ci niezdecydowani, mnie strasznie zastanawiają. Jeśli ktoś żyje w jakimś społeczeństwie to chyba ma jakąś świadomość tego co dzieje się dookoła?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Pójść do wyborów to nasz obowiązek, każdego obywatela demokratycznego Państwa. Nie mamy takich „obowiązków” wiele, więc czemu nie chcemy ich realizować?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Tym bardziej, że głosując na kogokolwiek innego niż pan K. (czyt. „ko”), głosujemy na p. K (czyt. „ka”). A ja jednak lubię Polskę i chciałbym tu nadal mieszkać…&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-914654960205807090?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/914654960205807090/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/06/wybory-wygra-pan-k.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/914654960205807090'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/914654960205807090'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/06/wybory-wygra-pan-k.html' title='Wybory wygra pan K.'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-6587238814470518188</id><published>2010-05-10T13:24:00.000+02:00</published><updated>2010-05-10T13:24:48.186+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekonomia'/><title type='text'>Pseudo wartość złotówki</title><content type='html'>&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;    &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Będzie krótko.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Wystarczy jedna Gracja (z którą tak naprawdę nie utrzymujemy jakiś specjalnych kontaktów gospodarczych), aby nasza złotówka znów była niedowartościowana. Wystarczy jedna, tak naprawdę nic nie znacząca umowa, aby złotówka się ustabilizowała (umocniła).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Oj coś mój nos mi mówi, że powoli idzie tak przez wszystkich „wyczekiwana” druga fala kryzysu… Mam wielką nadzieję, że się mylę. I obym się mylił...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-6587238814470518188?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/6587238814470518188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/05/pseudo-wartosc-zotowki.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/6587238814470518188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/6587238814470518188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/05/pseudo-wartosc-zotowki.html' title='Pseudo wartość złotówki'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-4045730707167605420</id><published>2010-05-10T13:18:00.001+02:00</published><updated>2010-05-10T15:31:15.595+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><title type='text'>Ja wam pokażę...</title><content type='html'>&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Celowo ostatnimi tygodniami powstrzymywałem się od komentowania naszej sceny politycznej. Tragedia pod Smoleńskiej, nowy symbol w polskiej historii, o którym zapomnimy za kilka lat (bo kto z dzisiejszej młodzieży w ogóle kojarzy nazwisko prezydenta Narutowicz i jego tragiczną śmierć po, aż pięciu dniach sprawowania urzędu?).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pochłonięci żegnaniem prezydenta Kaczyńskiego i jego małżonki, mam wrażenie zapomnieliśmy o wielu innych ważnych osobach. Prezydenta Kaczorowskiego, wcale nie żegnały wielkie tłumy, pochowany skromnie w Bazylice Opatrzności Bożej, a na jego pogrzebie zabrakło nawet premiera Donalda Tuska.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; No, ale czas zostawić w spokoju zmarłych i wziąć się za to co dzieje się teraz. A dzieję się to, że rodzima partia braci Kaczyńskich, o śmierci prezydenta zapomnieć nie daje. Jareczek, cały czas nawiązuje do wielkiej ofiary brata swego dla Narodu Polskiego (jakby zginał z karabinem w ręku podczas bohaterskiej akcji na tyłach wroga – wywalczając w ten sposób co najmniej niepodległość dla Polski), a szefowa jego sztabu wyborczego, gdyby mogła wypisała by sobie na czole, ja tu jestem bo tak na pewno chciałby Lech. A właśnie wybory. Niespodzianki nie było, J. Kaczyński próbuje wejść do Pałacu Prezydenckiego po trupie swojego brata (i jeszcze wykorzystując do tego swoją biedną bratanice, a swoją drogą, mąż owej bratanicy zapominając o swojej przeszłości z SLD planuje atak na sejm z listy PiSu). To jest przykre. Bardzo przykre. Ale, szczerze, to niczego więcej się nie spodziewałem. Jedno trzeba pijarowcom pana kandydata przyznać. Nie dość że zaczął mało mówić (i chwała mu za to!), to jeszcze nie mówi nic kompromitującego (podobną politykę w ostatnich miesiącach stosował jego brat – i poparcie zaczęło rosnąć). Jedno mnie pociesza. Ten Jarek, to nie prawdziwy Jarek. Długo tak nie wytrzyma, a jak w końcu powie co myśli, jego poparcie od razu zleci.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Zostawmy biednego Kaczyńksiego i pojedźmy trochę dla odmiany po Panu Marszałku, pełniącym obowiązki prezydenta RP. Oj dostaje mu się od opozycji i nic dziwnego. Zdecydowana przewaga w sondażach, praktycznie niezauważalna kampania wyborcza (przynajmniej ja ją słabo widzę), takt i dystans do sytuacji. Całkowite przeciwieństwo swoich potencjalnych kontrkandydatów (Leper liczy na trzecie miejsce w wyborach – słyszeliście?). Jednak cały czas dla mnie Komorowski to marionetka. Może nie taka jak Dmitrij Miedwiediew w stosunku do tow. Putina, ale jednak. Usilnie staram sobie przypomnieć, coś z ostatniego miesiąca za co można było by pana Marszałka skrytykować, ale jakoś nie potrafię (jak chcecie – pomóżcie, chętnie dopiszę).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Najbliższa kampania będzie, najprościej mówiąc, smutna. O Smoleńsku usłyszymy w niej nie raz i o ofierze Narodu. Ja jednak liczę na rozsądek i powściągliwość Polaków w zapominaniu. Bo IV RP była nie tak dawno temu i lepiej abyśmy pamiętali jaka była, i jak się skończyła.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A na zakończenie ostatnio dostałem pewnego SMS. Może nie powinienem go publikować, ale w porównaniu do innych dowcipów chodzącymi ostatnio ten jest ze smakiem i niestety prawdziwy. A po drodze jeszcze mała dygresja: pamiętam z początków prezydentury Kaczyńskiego, karykaturę Lecha w mundurze Piłsudskiego na Kasztance (koniu Marszałka) mającą oddawać jego megalomanię, a do czego nawiązuję sami wiecie, a jak nie wiecie odwiedzie grób Marszałka.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;No i SMS: &lt;i&gt;„Na pokład samolotu lecącego do Smoleńska wsiadł człowiek „mały”, kłótliwy, przeciętny prezydent, zaściankowy i ksenofobiczny, mierny polityk. Autor słów: „spieprzaj dziadu”, „małpa w czerwonym”, „ja pana załatwię”, nieznający za to słów refrenu Hymnu… Pośmiewisko nie tylko satyryków, ale całej Europy i prezydent z rekordowo niskim poparciem społecznym. W trumnie ze Smoleńska przywieziono „wybitnego męża stanu”, „patriotę”, „bohatera narodowego”, „ojca Narodu”, „największego Polaka”, „równego królom”… Ja się tylko pytam, kto podmienił zwłoki!? Gdzie jest ciało Kaczyńskiego?!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Smutne to i niestety prawdziwe…&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-4045730707167605420?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/4045730707167605420/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/05/ja-wam-pokaze.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/4045730707167605420'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/4045730707167605420'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/05/ja-wam-pokaze.html' title='Ja wam pokażę...'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-6986283990195148503</id><published>2010-05-10T13:17:00.000+02:00</published><updated>2010-05-10T13:17:21.114+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura'/><title type='text'>„My Fair Lady” – Teatr Muzyczny</title><content type='html'>&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:612.0pt 792.0pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Klasyka musicali. Sztuka wystawiana na wszystkich najważniejszych scenach świata, doczekała się licznych realizacji (to 21. polskie podejście do tego tematu!), jak również i filmu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Prosta, groteskowa (nawet nie wiem czy nie za bardzo) historyjka o biednej kwiaciarce, która ma marzenia, a w ich realizacji ma pomóc dwóch językoznawców. Efekt? Przeróżne perypetie: poczynając od nauki wymowy, poprzez prawdy życiowe o życiu męsko-damskim, do sytuacji gdzie Eliza Doolittle (tytułowa Lady) nie radzi sobie w dystyngowanym środowisku. Oczywiście nie zabrakła romansu i rozczarowań miłosnych.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Sztuka ukazująca życie brytyjskiej arystokracji oraz zderzenie życia bogatych i biednej dziewczynki z ulicy.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Uderzyła we mnie w szczególności bardzo duża ilość sytuacji budzących wesołość na widowni. Gra słów, dziwne zachowania, powodowały iż widownia nie tylko słuchała, ale również śmiała się i klaskała (nie raz przerywając aktorom grę – ale o tym, że nie wiemy jak się zachowywać w teatrze, to żadna nowość).&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; font-size: 12pt;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ci którzy dawno w Teatrze Muzycznym nie byli powinni się tam wybrać, a jeśli boją się eksperymentów polecam starą sprawdzona sztukę: My Fair Lady.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-6986283990195148503?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/6986283990195148503/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/05/my-fair-lady-teatr-muzyczny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/6986283990195148503'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/6986283990195148503'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/05/my-fair-lady-teatr-muzyczny.html' title='„My Fair Lady” – Teatr Muzyczny'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-868029712961331084</id><published>2010-05-10T13:16:00.002+02:00</published><updated>2010-05-10T13:16:34.334+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura'/><title type='text'>„Lalka” – Teatr Muzyczny</title><content type='html'>&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:612.0pt 792.0pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Zobaczyłem reklamę, a miałem ochotę wybrać się do Teatru Muzycznego, w którym dawno (jakiś niecały rok) nie byłem (bo i na czym?), więc padło na nową „Lalkę” B. Prusa. Pierwsze zdziwienie: chciałem na tydzień przed, kupić bilety na pierwszy spektakl po premierze. I o dziwo udało się dostać nawet całkiem przyzwoite miejsca, a wolnych było mnóstwo. Czyżbyśmy bali się ryzykować i wolimy poczekać na recenzje?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; W drodze do teatru – jak to było? Wokulski, panna Izabella Łącka, subiekt Rzecki, nieszczęśliwe zakochanie i niedoszły pomnik na dworcu kolejowym w Skierniewicach.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Sama sztuka? Bardzo udana. Typowe dla Teatru Muzycznego udane połączenie sztuki i muzyki. Wierne oddanie treści książki, a zarazem zainteresowanie widza, bądź co bądź, długim spektaklem (trzy godziny minut piętnaście).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jedyne co bym zmienił: to (dla tych co czytali poprzedni wpis o Halce zaskoczeniem nie będzie) to Lalkę. Zmienił bym Izabelę Łącką, choć fakt była to jedna z dwóch aktorek odgrywająca tę rolę i dopiero początki spektaklu. Z innej strony, główny powód dla którego bym ją zmienił, jest mało „profesjonalny”. Po prostu spodziewałem się tytułowej Lalki jako pięknej kobiety, powiedziałbym nawet tak kolokwialnie: zwalającej z nóg. A niestety, aktorce na scenie tego zabrakło.&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; font-size: 12pt;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Również (w sumie chyba jak wszystkie spektakle w Muzycznym) gorąco polecam.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-868029712961331084?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/868029712961331084/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/05/lalka-teatr-muzyczny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/868029712961331084'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/868029712961331084'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/05/lalka-teatr-muzyczny.html' title='„Lalka” – Teatr Muzyczny'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-2800313978568848092</id><published>2010-05-10T13:15:00.002+02:00</published><updated>2010-05-10T13:15:48.908+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura'/><title type='text'>„Halka” – Opera Bałtycka</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Po balecie, czas na odmianę. Wybrałem się na operę. Do tego klasyczna – Moniuszko. Pierwsze wrażenie? Nic nie rozumiem. Ale fakt wybrałem się na operę więc czemu się dziwię?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Po jakimś czasie ucho już się przyzwyczaiło i człowiek zaczynał rozumieć, co się dzieje na scenie. Pierwsza połowa, znanej nam wszystkim historii, rozgrywa się na dworze. Fraki, suknie, piękna sceneria pałacu i ogordu. Po przerwie aktorzy przenoszą nas w klimat górskiej wsi, zaściankowego myślenia i wytykania palcami Halki. Później ślub, próba podpalenia i samobójstwo bohaterki.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Klasyka. Jedno, co bym zmienił, to właśnie osobę grającą Halkę. Ciężko było ją zrozumieć, jej gra jakoś do mnie nie trafiała, a i urodą nie grzeszyła.&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; font-size: 12pt;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Reasumując, bardzo dobra sztuka. Jak na poprzednie „niewypały” w Operze Bałtyckiej, tym razem wrażenie bardzo dobre. Tym co Halki jeszcze nie widzieli, zdecydowanie polecam.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-2800313978568848092?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/2800313978568848092/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/05/halka-opera-batycka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/2800313978568848092'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/2800313978568848092'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/05/halka-opera-batycka.html' title='„Halka” – Opera Bałtycka'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-8936917009322694893</id><published>2010-04-13T16:55:00.003+02:00</published><updated>2010-04-13T17:03:05.455+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><title type='text'>„Jak kraść to miliony, jak kochać to księżniczki”</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Lubię, to przysłowie. Naprawdę. Ale ostatnie dni pokazują, że jako Naród mamy znaczne tendencje do przesadzania. Co się wydarzyło w minioną sobotę pisać chyba nie muszę, wszyscy wiemy i dla nas wszystkich był to szok. Szokiem była pierwsza informacja (w którą ciężko było uwierzyć), a także każda następna z kolejnymi nazwiskami.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Tragedia ogromna, zginęło 96 osób z, jak to się określa, „elit”. Tragedia przede wszystkim w wyrazie osobistym rodzin i bliskich, tych których Polska Krew ponownie wsiąkła w Katyńskim Lasku. Jednak z całym szacunku do osobistego (czy po prostu czysto ludzkiego) wymiaru tej tragedii, dostrzegam pewną przesadę. Jak najbardziej naturalne wydaje mi się pogrążenie w zadumie, wspomnieniu o zmarłych. Ale to co zaczęliśmy w sobotę uprawiać, to bardziej niż zadumę, przypomina histerię.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Nie dalej jak w poniedziałek w Internecie pojawiła się propozycja nazwania Stadionu Narodowego imieniem Lecha Kaczyńskiego (jak również i propozycja aby również nazwania go imieniem Marii i Lecha Kaczyńskich). Według mnie autor pomysłu (co by się dziwić, dziennikarz dziennika „Fakt”) tylko i wyłącznie się skompromitował, a jego pomysł kompromitował by Polskę. Dziś, rodzina (czyli m.in. Jarosław K.) zadecydowała, iż życzy sobie, aby ciała prezydenckiej pary, spoczęły… na Wawelu. Ja naprawdę szanuję urząd prezydenta! Ale to już przesada… Miejsce gdzie są pochowani królowie naszej Ojczyzny i najwybitniejsi z wybitnych (m.in. Kościuszko i gen. Sikorski). Jednak wydaje mi się degradacją tego miejsca, chowanie tam kogoś, którego zasługi dla kraju nie idą współmiernie z zasługami osób już tam spoczywających. Zgadzam się, że Lechowi Kaczyńskiemu, należy się pogrzeb godny głowy państwa, ale nie wyobrażam sobie aby zacząć na Wawelu chować wszystkich naszych prezydentów (bo czy i Naród będzie chciał tam pochować Jaruzelskiego i Wałęsę?), a uważam że L. Kaczyńskiemu należą się te same przywileje co poprzednim i następnym prezydentom. Według mnie pana prezydenta należy pochować, tam gdzie chowamy zasłużonych dla naszego Kraju, czyli w Alei Zasłużonych na Powązkach. To miejsce odpowiednie, dla chowania tych, których doceniamy. Niestety zaczęła się już kampania wyborcza. Również niestety nie liczę na czystą kampanię wyborczą, bez „dziadków z &amp;nbsp;Wermachtu” i tym podobnych, Polaków niezależnie od smutku dziś pokazywanego, na to po prostu nie stać. Kogo wybierze PiS jako swojego kandydata? Niestety obawiam się, że Jarosław Kaczyński, po trupie swojego brata, będzie chciał zająć jego miejsce na fali współczucia. Jakoś o Panu Szmajdzińskim, nie mówi się tyle, a on również był kandydatem do fotela prezydenta.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Inną sprawą są przyczyny wypadku. Ale ich zapewne nie poznamy. Nie cichnie sprawa nacisków na pilota. Czy rzeczywiście były? Zgodnie z zasadą, że o zmarłych mówi się albo dobrze, albo się nie mówi wcale, zapewne pozostanie to na zawsze tajemnicą. Zaskakuje mnie też, po co do Katynia leciał prezes NBP. Pytań jest wiele. Pewne jest jedno, PiS stracił bardzo wielu swoich członków i osób powiązanych (w końcu Prezydent zabrał ze sobą głownie swoich „krewnych i znajomych”).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Z całym szacunkiem dla wszystkich tragicznie zmarłych pod Smoleńskiem, ale mam wrażenie, że zgubiliśmy sens tego wszystkiego. Katyń został podwójnym symbolem. My uszanujmy tragedię tych ludzi, ale nie zapominajmy, że życie płynie dalej. I nie wygłupiajmy się. Nie nazywajmy Stadionu Narodowego im. Braci Kaczyńskich i nie chowajmy na Wawelu tych, którzy na to nie zasługują.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-8936917009322694893?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/8936917009322694893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/04/jak-krasc-to-miliony-jak-kochac-to.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/8936917009322694893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/8936917009322694893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/04/jak-krasc-to-miliony-jak-kochac-to.html' title='„Jak kraść to miliony, jak kochać to księżniczki”'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-1338550814094418342</id><published>2010-03-16T00:39:00.002+01:00</published><updated>2010-03-16T00:39:54.076+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='harcerskie'/><title type='text'>Szok</title><content type='html'>Tak mnie zatkało, że nie wiem jak zacząć. Przeglądam sobie jak co wieczór wiadomości z Polski i ze świata i zainteresowaniem przyglądam się kampanii prawyborczej w PO (niedługo o tym napiszę szerzej). Ale postanowiłem napisać ten wpis z innego powodu.&lt;br /&gt;Pod tym linkiem (http://wiadomosci.onet.pl/2141883,11,item.html) znalazłem coś co mnie zaniepokoiło. Instruktor komendy chorągwi (domyślam się, że kieleckiej) wręcza jednemu z czołowych polskich polityków, w czasie kampanii (pra)wyborczej mundur harcerski.&lt;br /&gt;No cóż, zawsze wydawało mi się, że mundur to strój organizacyjny ZHP i mają prawo go nosić członkowie (aktywni) organizacji. Abstrahując od tego, taki gest „poparcia” wydaje mi się nie smaczny. Nie dlatego, że nie jestem zwolennikiem Pana Marszałka, ale dlatego, że podczas kampanii wyborczej jest przede wszystkim politykiem konkretnej partii (o zgrozo innej niż nasz Przewodniczący). W tej sytuacji niezależnie od sympatii i antypatii politycznych taki gest, jest dla mnie oburzający i nie powinien mieć miejsca. Jeśli pan marszałek Komorowski, jest wybitnie zasłużony dla ZHP i chcemy go uhonorować, to mamy przecież Laskę Skautową, którą wręczamy tym, których cenimy. A mundury, pozwólmy nadal nosić harcerzom.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Mam nadzieję, że ja źle odebrałem przekaz, który płynął z tego krótkiego reportażu.&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-1338550814094418342?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/1338550814094418342/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/03/szok.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/1338550814094418342'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/1338550814094418342'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/03/szok.html' title='Szok'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-1668193288274894150</id><published>2010-02-03T21:00:00.000+01:00</published><updated>2010-02-03T21:00:59.966+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekonomia'/><title type='text'>Zawód: wróżbita</title><content type='html'>Wiem, że to nudno drugi raz tak samo zaczynać wpis, ale: WYWRÓŻYŁEM!&lt;br /&gt;W poniedziałek kurs PLN/EUR 4,0035! Nieźle, nieźle. Okazało się, że 6 groszy to kwestia jednego notowania (fakt przeliczenie weekendowe). Nieźle, jestem pod wrażeniem. Ciekawe czy ta aprecjacja złotówki długo się utrzyma.... A dziś jeszcze lepiej: 3,9690. To był ten tydzień, zobaczymy co będzie dalej...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-1668193288274894150?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/1668193288274894150/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/02/zawod-wrozbita.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/1668193288274894150'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/1668193288274894150'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/02/zawod-wrozbita.html' title='Zawód: wróżbita'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-4766066621225888334</id><published>2010-01-31T21:02:00.002+01:00</published><updated>2010-01-31T21:02:07.630+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekonomia'/><title type='text'>4,0616</title><content type='html'>&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:WordDocument&gt;   &lt;w:View&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:Zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:HyphenationZone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:PunctuationKerning/&gt;   &lt;w:ValidateAgainstSchemas/&gt;   &lt;w:SaveIfXMLInvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:IgnoreMixedContent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:Compatibility&gt;    &lt;w:BreakWrappedTables/&gt;    &lt;w:SnapToGridInCell/&gt;    &lt;w:WrapTextWithPunct/&gt;    &lt;w:UseAsianBreakRules/&gt;    &lt;w:DontGrowAutofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:BrowserLevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:LatentStyles DefLockedState="false" LatentStyleCount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt; /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin:0cm; mso-para-margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:10.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-ansi-language:#0400; mso-fareast-language:#0400; mso-bidi-language:#0400;}&lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span&gt;Wywróżyłem. Jest dobrze. Fakt, może nadal za wcześnie na karnawał i powszechną radość narodu, ale jest dobrze. Złotówka się umacnia, a widmo drugiej fali kryzysu oddala (przynajmniej na razie, może czeka aż uwierzymy, że nie przyjdzie). W każdy poniedziałek wszyscy zastanawiamy się, czy to będzie ten tydzień, kiedy złotówka przekroczy psychologiczną granicę 4,0000. W tej chwili jest blisko 4,0616 (średni kurs ceny kupna: 4,0347 – dane za 29.01), a złotówka już nie raz pokazała, że 6 groszy to dla niej kwestia nawet dnia. Co prawda tak silnych ruchów bym się nie spodziewał, ale kto to wie? Może być też tak, że będziemy wisieli nad 4,0000 jeszcze bardzo długo, to w sumie zależy od nas.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span&gt;A prognozy coraz lepsze. W końcu już chyba wszyscy ekonomiści są zgodni, złotówka będzie się umacniać. Nasza Rada Polityki Pieniężnej przyznaje, że polska gospodarka ma się dobrze i czas zacząć podnosić stopy procentowe zmieniając politykę monetarną na „neutralną”. I znowu Polska będzie prekursorem Europy, bo jako pierwsi wyrwiemy się z europejskich schematów nic nie robienia (to taki paradoks: cały świat coś robił, my nic nie robiliśmy; teraz wszyscy nic nie robią, a my się wyrywamy).&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span&gt;Nadal niestety mamy jeden problem. Dług publiczny. Niestety trzeba zacząć go zmniejszać niezależnie od sytuacji w Polsce i na świecie. Fakt pod tym względem (na szczęście) w czołówce nie jesteśmy, ale i tak za dobrze nie jest (pisałem o tym jakiś czas temu).&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span&gt;Dobre prognozy, Unia chętna do rozmów o przyjęciu Euro i rząd rządny sukcesu to czynniki, które powodują ponowny nawrót pytań co z ERM2 (korytarzem walutowym) i kryteriami konwergencji. No tego się nie dowiemy, rząd nam prawdy nie powie, Unii zależy i są gotowi na ustępstwa, ale nasi politycy rozsądnie mówią, że chcą Euro tylko na ogólnie przyjętych zasadach. A cały czas największym pytaniem pozostaje parytet. Jedni mówią 4,0000, inni 3,6000, a najlepiej poinformowani milczą. I milczeć będą, aż do pewnego piątkowego wieczoru gdy zaczną się negocjacje.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span&gt;Nasz kraj to ewenement. Wyrywamy się z regionu, bardzo chcemy być już w Zachodzie. Gdy wszyscy robią tak, my robimy inaczej. I co więcej udaje nam się. Nie wiem jakim cudem, ale to działa. I mam nadzieję, że działać będzie nadal…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-4766066621225888334?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/4766066621225888334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/01/40616.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/4766066621225888334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/4766066621225888334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/01/40616.html' title='4,0616'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-8950706147541149868</id><published>2010-01-31T20:35:00.000+01:00</published><updated>2010-01-31T20:35:06.515+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><title type='text'>Brawo panie Tusk!</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;No cóż, nie jestem jakoś specjalnym miłośnikiem PO (PiSu tym bardziej i nie pytajcie czego miłośnikiem jestem, bo niestety sam tego nie wiem), ale wydarzenia ostatniego tygodnia powodują, że zaczynam cenić Pana Premiera. Ogłoszenie o niestartowaniu w wyborach dla większości było zaskoczeniem. W szczególności przykro zaskoczyło PiS, który szykował już serial pt. Dziadek z Wermachtu sezon II.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;A decyzja swoją drogą bardzo rozsądna. Jakich polityków mamy, takich mamy, a grzechów do wyciągania się już narobiło. Poza tym dla osoby, która chce „władzy” funkcja premiera jest bardziej atrakcyjna (w końcu to Jareczek był premierem, a Lechu mu tylko meldował wykonanie zadania). A pan Tusk, odnoszę wrażenie czuje się dobrze w tej roli (w szczególności w perspektywie wygrania wyborów do parlamentu, nie koalicyjnych rządów i swojego człowieka na fotelu prezydenta)&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Platforma musi teraz wystawić kandydata na prezydenta. Osobę nieuwikłaną w polityczne gierki, a najlepiej szanowaną na salonach Europy i świata (w końcu, o braciach Kaczyńskich wie już cały świat – czas się zrehabilitować). Pierwszym kandydatem wydaje się Radosław Sikorski. Człowiek popularny i lubiany, umiejący się zachować, który ma coś do powiedzenia (z głową i na temat). Ponieważ w naszym kraju rola prezydenta to przede wszystkim reprezentowanie kraju, liczy się przede wszystkim wizerunek, a tego Sikorskiemu nie brakuje… ale jest jeden problem. Tusk musiałby zrobić drugą mądrą rzecz pod rząd (a z tym może być już gorzej). PO zapewne by chciało, aby prezydent był na usługach partii, a tu może być ciężko. Więc bardziej prawdopodobnym kandydatem wydaje się Komorowski. On również pierwszy do skompromitowania nas nie będzie, a zarazem jest „wierny” partii.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Zapowiada się ciekawy czas. PiS będzie kompromitować wszystkich po kolei (nie wiedząc kogo tak naprawdę powinien skompromitować), PO będzie milczeć (najwyżej Palikot znowu coś powie), dając mediom i konkurencji pożywkę do siania plotek. A koniec końców będzie taki, że znowu wybierzemy mniejsze zło...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-8950706147541149868?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/8950706147541149868/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/01/brawo-panie-tusk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/8950706147541149868'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/8950706147541149868'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/01/brawo-panie-tusk.html' title='Brawo panie Tusk!'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-718454305044217393</id><published>2010-01-31T20:34:00.002+01:00</published><updated>2010-01-31T20:34:29.372+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura'/><title type='text'>Nine</title><content type='html'>&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:WordDocument&gt;   &lt;w:View&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:Zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:HyphenationZone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:PunctuationKerning/&gt;   &lt;w:ValidateAgainstSchemas/&gt;   &lt;w:SaveIfXMLInvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:IgnoreMixedContent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:Compatibility&gt;    &lt;w:BreakWrappedTables/&gt;    &lt;w:SnapToGridInCell/&gt;    &lt;w:WrapTextWithPunct/&gt;    &lt;w:UseAsianBreakRules/&gt;    &lt;w:DontGrowAutofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:BrowserLevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:LatentStyles DefLockedState="false" LatentStyleCount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}span.bold {mso-style-name:bold;}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt; /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin:0cm; mso-para-margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:10.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-ansi-language:#0400; mso-fareast-language:#0400; mso-bidi-language:#0400;}&lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;O dziwo zdarzyło mi się pójść do kina (pierwszy raz od wakacji, nie licząc pracy). W sumie dlatego, że był film, który wydawało się że warto zobaczyć na dużym ekranie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Reklamowany jako kolejne dzieło twórców Chicago, musical w najlepszym stylu. Że musical, to się zgodzę. Że dzieło tych samych autorów też. Czy najlepszy styl? Ciężko mi się tu wyrazić jednoznacznie. Z jednej strony, lubię tę formę filmu: trochę treści jakiś przerywnik (jednak nieoderwany od filmu) w postaci piosenki wszystko z sensem i w tempie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Film opowiadający o życiu i jego podłości (bądź podłości facetów jak kto woli). Daje do myślenia. I pozostawia wielkie wrażenie (muzyka, taniec, kostiumy). Nie zabrakło pięknych aktorek (uroda Luisy, żony głównego bohatera, czyli &lt;span class="bold"&gt;Marion Cotillard powaliła nie tylko mnie), widoków (akcja dzieje się we Włoszech) i miłości w wielu formach (co u Włochów raczej dziwić nie powinno).&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span class="bold"&gt;A jednak czegoś mi zabrakło. Czego? Nie wiem. Może jakiegoś elementu optymizmu. Film opowiadający o perypetiach reżysera (zresztą ciekawe, czy było to o rzeczywistym reżyserze?), który ma wszystko, a jednak nie potrafi tego docenić. Efekt oczywisty…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span class="bold"&gt;Chyba po prostu wolę filmy w lekkiej i przyjemnej w odbiorze barwie, a kończące się strasznie nieżyciowo, czyli happy endem. Choć zdecydowanie było warto pójść do kina, tym co jeszcze nie widzieli, serdecznie polecam.&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-718454305044217393?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/718454305044217393/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/01/nine.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/718454305044217393'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/718454305044217393'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/01/nine.html' title='Nine'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-125926540169501788</id><published>2010-01-29T13:40:00.003+01:00</published><updated>2010-01-29T13:40:19.112+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura'/><title type='text'>Upadek obyczajów</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;I tym razem to nie tytuł przedstawienia, tylko moja ostatnia obserwacja. Znowu będzie m.in. o strojach lecz tym razem nie tych organizacyjnych.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Ostatnio ponownie zacząłem odwiedzać przybytki kultury (to w ramach reformy zarządzania czasem). I za każdy razem widzę kogoś, kto mnie tam zaskoczy. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie oczywiste jest, iż w pewnych okolicznościach w pewne miejsca ubrać się należy odpowiednio. Na grilla nikt nie pójdzie w garniturze, ale tak samo nie należy w dżinsach przychodzić do opery! Niestety osób, które są underdressed jest coraz więcej. O ile w przypadku pań (choć tu rzadziej zdarzają się osoby rzucające w oczy) sprawa jest prostsza (choć na pewno nie w kwestii wyboru w co się ubrać), w końcu tam nie ma ściśle określonych granic, a wiele zależy do mody, o tyle w przypadku mężczyzn sprawa wydaje się o wiele jaśniejsza. Są ogólnie przyjęte normy i zasady.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Jakoś idąc na randkę czy imprezę każdy osobnik płci gorszej zadba o swój wygląd, o tyle niektórzy potrafią przyjść do opery… w dresach. Idąc do teatru zakładamy marynarkę i krawat, idąc do opery czy innego przybytku tej kategorii zakładamy wieczorowy garnitur. W końcu tym wyrażamy swój szacunek nie tylko dla miejsca, innych widzów, partnerki ale przede wszystkim dla tych, którzy dla nas grają. Chyba wszyscy w swojej szafie takie przyodziewek posiadają (w skrajnym przypadku pierwszy w życiu garnitur dostaje się na maturę i studniówkę), a i potem okazji w życiu aby go założyć nie brakuje, a założenie go nic nie kosztuje. Czemu nie szanujemy zwyczajów nawet tych najprostszych do zrealizowania (egzamin, teatr, opera, praca). Przypominają mi się moje praktyki, gdzie jednego pana „głównego specjalistę” potocznie zwanego „wybitnym specjalistą od spraw nieistotnych” pewnego dnia zobaczyłem w różowej koszulce i starych podniszczonych spodniach (ale o nim można by po miesiącu praktyk napisać książkę).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Rozumiem, że nie każdy z nas posługuje się piękną polszczyzną (sam przecież mam ten problem), nie każdy z nas umie zachować się w sytuacjach wymagających znajomości zasad etykiety, czy po prostu znajomości savoir vivre’u. A szkoda. W XXI wieku gdzie wiele wartości przestało obowiązywać, dla wielu ludzi nie liczy się już to jakim się jest człowiekiem, ale jakim samochodem się jeździ czy kogo się zna. Choć to właśnie dzięki temu takie drobiazgi jak przepuszczenie w drzwiach, prawidłowe podanie ręki czy ubiór mają jeszcze większą wartość niż kiedyś.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Ale nie ma co się dziwić, skoro mamy taki przykład jaki mamy. Fakt nasi politycy i dziennikarze (czyli osoby, które widujemy w telewizji i wydają nam się „światowe”) zazwyczaj jeszcze ubrane są według zasad. O tyle czasem mamy „elementy” zaskakujące. Pomijam tu już wpadki językowe pana prezydenta Kaczyńskiego (dziś dla odmiany jadę po PiSie), pominę nawet kanapki w siateczce od Pierwszej Damy, ale ostatnio mignął mi obraz z jakieś tegorocznego balu charytatywnego gdzie jedyną osobą (z tej migawki, którą widziałem, a było tam kilka osobistości), która nie była w smokingu był… wspomniany powyżej Pan Prezydent.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Szkoda, że zapominamy o tak podstawowych rzeczach jak ubiór czy zachowanie. Co prawda to nie szata czyni wartość człowieka, ale robi pierwsze wrażenie i bardzo często patrząc na ubiór coś jednak można o człowieku powiedzieć. Może nie zawsze, będzie to zgodne z prawdą, ale na pewno nigdy ubrać się odpowiedni do sytuacji nie zaszkodzi. Ja ostatnio dojrzałem do marynarek, garniturów, a nawet przekonałem się do koszuli z długim rękawem. I jak na razie, mam wrażenie, że to może tylko człowiekowi pomóc, bo każdy lubi czuć się szanowany.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-125926540169501788?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/125926540169501788/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/01/upadek-obyczajow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/125926540169501788'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/125926540169501788'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/01/upadek-obyczajow.html' title='Upadek obyczajów'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-2546196241869523725</id><published>2010-01-29T12:51:00.002+01:00</published><updated>2010-01-29T12:55:31.244+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura'/><title type='text'>Dziadek do orzechów, Opera Bałtycka</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;W piękny zimowy wieczór (gdzie jak zwykle zima zaskoczyła drogowców tym razem pod koniec stycznia) wybrałem się ponownie do Opery Bałtyckiej. Tym razem na szczęście balet klasyczny.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Pierwsze pozytywne wrażenie. Jest orkiestra. Gasną światła orkiestra zaczyna grać, wszyscy czekają na podniesienie kurtyny i… nagle zapala się światło („ale, że o co chodzi?”) ze wszystkich stron wychodzą aktorzy, głośno gaworząc i śmiejąc się. Po chwili zostawiają widownie samą, a światła gasną, aby ukryć „szczęki na podłodze” widowni. Kurtyna idzie w górę i zaczyna się spektakl. Co prawda przez pierwsze minuty miałem wątpliwości czy to na pewno balet, ale szybko moje wątpliwości się rozwiały, a aktorzy się rozkręcili.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Treść prosta, jak to Dziadek do orzechów. I bardzo dobrze, wesoły, lekki i łatwy w obiorze spektakl warty obejrzenia, przy naprawdę dobrej muzyce. Świat dziecięcej wyobraźni młodej dziewczynki w gwiazdkową noc, przedstawiony tańcem i muzyką zrobił na mnie niesamowite wrażenie (a para bałwanów zaraz obok śnieżynek biła wszystko na głowę).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Jedno co mnie zastanawia, że prawie w każdej scenie gdzie tańczyły kobiety pojawiał się jeden mężczyzna. O ile mężczyznę śnieżynkę jestem w stanie przeżyć, pana grającego kwiatka również, o tyle facet tańczący w spódniczce (kusej) wywoływał dziwne skojarzenia (w szczególności w XXI w. i po doświadczeniach z panią Sowińską).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Spektakl zdecydowanie polecam i to nie tylko dla widzów młodych, ale również tych doświadczonych już trochę życiem (na sali przekrój wieku jakieś od 3 lat do 70 jak nie więcej, a my zawyżaliśmy zdecydowanie średnią wieku). Największa zaleta: śmiali się wszyscy i mali, i duzi. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie i poczuć się dobrze, i na chwilę również przenieść się w świat wyobraźni.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Odzyskałem wiarę w Operę Bałtycką. Może nie był to jeszcze szczyt marzeń (cały czas mam w pamięci Oniegina w Operze Narodowej), ale trzeba przyznać, że w porównaniu do poprzednich doświadczeń z tego miejsca, to była prawdziwa uczta dla ducha.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-2546196241869523725?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/2546196241869523725/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/01/dziadek-do-orzechow-opera-batycka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/2546196241869523725'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/2546196241869523725'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/01/dziadek-do-orzechow-opera-batycka.html' title='Dziadek do orzechów, Opera Bałtycka'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-3097165661630340097</id><published>2010-01-29T12:24:00.003+01:00</published><updated>2010-01-29T12:27:28.352+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura'/><title type='text'>Eurazja, Opera Bałtycka</title><content type='html'>&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:612.0pt 792.0pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Przykro mi, utrzymuję w mocy: nie lubię baletu współczesnego. Może dlatego, że go nie rozumiem, a może po prostu dlatego, że tam nie ma co rozumieć.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Streszczę pierwszy akt, żebyście lepiej mnie zrozumieli: tańczy sobie grupa kobiet, tańczy sobie grupa mężczyzn. Potem jedna z kobiet poznaje „i tańczy” z jednym z facetów, następnie dołącza się drugi przedstawiciel płci brzydszej i mamy już trójkącik. Następnie pojawił się trzeci facet, więc Ona zostawia tych dwóch i idzie do trzeciego. Następnie pojawia się druga kobieta, więc trzeci facet zostawia pierwszą kobietę dla tej drugiej. Potem panowie rozwiązują po męsku swoje problemy i to w sumie tyle w akcie pierwszym. No scenariusza nie powstydziła by się żadna telenowela brazylijska. Streszczenie aktu drugiego: tańczyli. Nic więcej do treści powiedzieć nie umiem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Co mnie poruszyło? Cały spektakl ociekał seksem. Nie erotyką, ale seksem. Znaczna część drugiego aktu polegała na tańczeniu na scenie w samej bieliźnie (fakt trzeba oddać, że tańczący ciała mieli perfekcyjne). I nie miał bym nic przeciwko gdyby to było z jakimś sensem (czyt. fabułą). Nie mam nic przeciwko erotyzmowi (przecież taniec to powszechnie uznana forma erotyzmu), ale pod warunkiem, że nie jest sztuką dla samego siebie, ale czemuś służy. Nawet byłbym w stanie przeboleć te scenowe dewiacje (trójkąciki etc.) gdyby były po coś, a po co było? Nie mam pojęcia.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Choreografia ponownie w wykonaniu pani Izadory Weiss nie zachwycała, choć trzeba przyznać, że tańczyli ładnie. Gdyby do tego, co działo się na scenie dołożyć podstawowy element, który w mojej opinii spektakl powinien zawierać czyli treść (nie tylko tą opisaną na stronie internetowej Opery, ale dającą się odczytać przeciętnemu odbiorcy…) mogłoby z tego wyjść coś wartego uwagi.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;No cóż, miałem nadzieję, że w Operę Bałtycką i balet współczesny odzyskam wiarę. Nie udało się, może innym razem…&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-3097165661630340097?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/3097165661630340097/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/01/eurazja-opera-batycka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/3097165661630340097'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/3097165661630340097'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2010/01/eurazja-opera-batycka.html' title='Eurazja, Opera Bałtycka'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-3593230339751566083</id><published>2009-12-26T17:19:00.002+01:00</published><updated>2009-12-26T17:19:45.511+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='harcerskie'/><title type='text'>Po XXXVI Zjeździe ZHP…</title><content type='html'>&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Już po. Kilkanaście dni temu wróciłem ze Zjazdu. I od tego czasu coś mnie gryzie. I to „coś” jest w liczbie mnogiej.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wybrałem się na Zjazd w sumie przypadkiem, aby pomóc, ale też z taką chęcią obserwowania jak wygląda najwyższa władza Związku. Ci co na zjazdach bywali wcześniej pewno się nie zdziwią jak powiem, że się załamałem. O zjazdach mówi się, że to największa mądrość naszej organizacji. W końcu zbierają się tam przedstawiciele wielu pokoleń, reprezentacje wszystkich chorągwi. Delegaci wybierani przez nas z pośród grona najlepszych w naszych środowiskach. Najlepsi z najlepszych. W teorii, a jak w praktyce?&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pierwsze wrażenie? Super jest 209 delegatów sporo osób tzw. gości i ustępujących władz, do tego obsługa zjazdu. Nie wiem ile nas było, ale strzelam że jakieś 300-400 osób w szczytowych momentach. Sporo. Biorąc pod uwagę średnie IQ dla Polski (jesteśmy pod tym względem 18 na świecie – nieźle) to razem 39600 jednostek IQ. Całkiem sporo, więc wydaje się, że decyzje podejmowane powinny być co najmniej rozsądne, a były jakie były.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Mundury. No powiem, że jakieś 99% osób na Zjeździe (mam na myśli oczywiście tych co członkami naszej organizacji są) było w mundurach. Migały się pojedyncze osoby z obsługi i kilku seniorów, byłych naczelników etc. (tych przed- i ostatnich oczywiście rozumiem – od dawna nie działają czynnie w naszej organizacji). A reszta? Oj parada rozmaitości. Byli i wodniacy. Część w koszulach (chyba mamy już grudzień… więc moja koszula leży w szafie i czeka na lato), część w olimpijkach oczywiście z krawatami (i znowu małe wyjątki). Byli tam też Ci co zwą się „normalnymi”. I tu było dosłownie wszystko od starych mundurów, po stare mundury galowe (ciężko takich druhów nie pomylić z wojskowymi, których też w piątek było sporo), oczywiście nowe regulaminowe umundurowanie (i dwóch druhów w krótkich spodenkach… jeden nawet z finką na wypadek gdyby ktoś potrzebował z kimś porozmawiać metodami niekonwencjonalnymi), nawet niektóre druhny odpuściły sobie getry i założyły półbuty (brawo, gratulujemy przeczytania regulaminu). Przebojem była pewna wiekowa druhna, która pojawiła się na zjeździe w czymś co odznaczeniami czy innymi elementami sprawiało, że to co miała na sobie to udawało mundur, ale dla mnie wyglądało to jak dawny fartuszek zuchowy w odpowiednio większym rozmiarze (może jakiś bardzo stary regulamin zakładał coś takiego?).&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; No dobra (pomijam organizację, która była całkiem niezła i wyżywienie, które z niezłym nie miało nic wspólnego). Sam Zjazd. Piątek był dniem oficjalnego rozpoczęcia obrad i wystąpień gości. A było ich i było i to kilka nazwisk poważnych. Pan prezydent wysłał list gratulacyjny („Panie harmistrzynie, panowie harcmistrzowie, harcerki i harcerze” – nie komentuje), pan premier również list wysłał (ale wraz z listem chociaż kogoś kto umiał go w sposób interesujący przeczytać…), pani minister Hall i pan minister Kwiatkowski pojawili się osobiście. Wiceminister MONu, kilku generałów i półkowników. Był również Jego Eminencja Józef Świętego Kościoła Rzymskiego Tytułu Najświętszej Maryi Panny na Zatybrzu Kardynał Prezbiter Glemp, prymas Polski, Kustosz Relikwii św. Wojciecha (jak ja się cieszę, że mam tak krótkie imię i nazwisko, i tak mało tytułów).&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wystąpienia pomijam (tak samo jak pomijam późniejsze wystąpienie pana Gosiewskiego…). Przejdę do tego co najważniejsze – do naszych delegatów. Ci byli różni. Byli młodzi przewodnicy z granatowymi sznurami (i tym środowiskom wyboru delegatów najbardziej gratuluję), byli podharcmistrzowie w wieku młodym, byli harcmistrzowie niektórzy również młodzi i cała masa druhów i druhen, którzy mogą mówić młodzi tylko jeśli myślą o swoim umyśle, ale na pewno nie ciele. I to mnie zastanawia. Czemu wśród delegatów (skoro nasi drużynowi są tacy młodzi), jest tylu instruktorów, którzy swoją służbę na najważniejszym poziomie pełnili już bardzo dawna (a niektórzy nawet się chwalą, że są wybierani na delegatów od 20 lat…).&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Całkowicie nie rozumiem sposobu dyskusji nad Statutem. Przyjmowanie pojedynczych poprawek, a na koniec całego statutu z poprawkami. Rozumiem, że to ma sen jak konstruujemy nowy statut, ale jeśli to tylko poprawki? Oczywiście w ostatnim głosowaniu Statut został przez delegatów odrzucony? Czemu? Bo komendanci chorągwi dopięli swego i została zniesiona kadencyjność. Więc pomimo tego, iż wiele poprawek było z sensem Statut został odrzucony. Kandydatów do władz naczelnych wielu nie było i nie było tu żadnych niespodzianek – i dobrze ostatnie czego nasza organizacja teraz potrzebuje to zamieszenia i bałagan polityczny.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Co mnie najbardziej zaskakuje? Wieczna opozycja. Grupa instruktorów, która zawsze jest w opozycji niezależnie od tego kto jest Naczelnikiem i zawsze krytykuje wszystko i wszystkich. Zastanawia mnie, że ta „opozycja” robi sobie dobrą zabawę ze Zjazdu. Przedrzeźnia, naśmiewa się, intryguje i ośmiesza samych siebie – delegatów.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Kolejny raz dochodzę do wniosku, że ja polityki nie rozumiem (ani tej państwowej, ani niestety, że istnieje, naszej harcerskiej). Prawie dwa dni (bo tyle o statucie było dyskusji) zostały „zmarnowane”. Zaczynam się powoli zastanawiać, czy nam naprawdę zależy na zmianach czy zależy nam tylko na szumie…&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A ja już jestem ciekaw kolejnych dyskusji na kolejnym zjeździe, oby ktoś w końcu zrozumiał, że najwyższa pora zastanowić się nad kształtem naszej organizacji, póki jest jeszcze dla kogo…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-3593230339751566083?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/3593230339751566083/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/12/po-xxxvi-zjezdzie-zhp.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/3593230339751566083'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/3593230339751566083'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/12/po-xxxvi-zjezdzie-zhp.html' title='Po XXXVI Zjeździe ZHP…'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-1223504353416539716</id><published>2009-12-09T16:13:00.001+01:00</published><updated>2009-12-09T16:13:00.609+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekonomia'/><title type='text'>Dług publiczny w wysokości 55% już puka do drzwi Rostowskiego…</title><content type='html'>&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:WordDocument&gt;   &lt;w:View&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:Zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:HyphenationZone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:PunctuationKerning/&gt;   &lt;w:ValidateAgainstSchemas/&gt;   &lt;w:SaveIfXMLInvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:IgnoreMixedContent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:Compatibility&gt;    &lt;w:BreakWrappedTables/&gt;    &lt;w:SnapToGridInCell/&gt;    &lt;w:WrapTextWithPunct/&gt;    &lt;w:UseAsianBreakRules/&gt;    &lt;w:DontGrowAutofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:BrowserLevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:LatentStyles DefLockedState="false" LatentStyleCount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt; /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin:0cm; mso-para-margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:10.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-ansi-language:#0400; mso-fareast-language:#0400; mso-bidi-language:#0400;}&lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;… i tak zaczyna się i kończy się bajeczka dla naszego społeczeństwa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Przekroczenie progów bezpieczeństwa zapisanych w ustawie o finansach publicznych wiąże się z poważnymi konsekwencjami dla budżetu i co za tym idzie społeczeństwa. Przekroczenie tego progu (lub następnego 60%) zdecydowanie nie przysporzyło by popularności ani panu Donaldowi Tuskowi, ani jego gabinetowi. Ewentualna podwyższa podatków aby zrównoważyć budżet (biorąc pod uwagę bardzo wysoki poziom opodatkowania w Polsce) mogło by w perspektywie długoterminowej zdecydowanie ostudzić nasz rozwój (a jest coraz lepiej, ostatnio docenił nas Bank Światowy).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Więc jak to ma być skoro zadłużenie rośnie? Prosto. Rząd zrobi wszystko, aby nie przekroczyć progu 55%, przynajmniej w teorii. Więc jak? Nie wszystko co teraz jest definiowane jako dług publiczny, długiem publicznym musi być nadal. Co to znaczy? A chociażby sławetne już przesunięcie pieniędzy z OFE do ZUSu. Zamiast emitować obligacje (składnik długu publicznego) aby zapewnić funkcjonowanie ZUSu rząd dostanie zastrzyk gotówki bezpośrednio od płatników. Również definiowanie innych części długów przyczyni się niewątpliwie do zmniejszenia teoretycznego zadłużenia. Wszystko to jedna wielka polityka i ucieczka przed konsekwencjami. Zawsze też, można zmienić ustawę, lub ryzykując Trybunałem Stanu nie zastosować się do zapisów ustawy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;I co jak co, ale tu się zgadzam. Zastosowanie norm ostrożnościowych, zdecydowanie ochłodziło by PKB i osłabiłoby nasz rating na świecie. Trzeba tego uniknąć, nawet za bardzo wysoką cenę. Jest coraz lepiej, nie popadałbym co prawda jeszcze w jakiś zbytni optymizm, ale się udało. Mamy wzrost PKB, coraz lepsze prognozy (nawet Komisja Europejska poprawiła swoje) na kolejne lata. Nie zmarnujmy tego, że przemilczeliśmy kryzys i wytrzymaliśmy bez zbędnej paniki, szkoda by było zmarnować to co udało się uzyskać.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-1223504353416539716?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/1223504353416539716/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/12/dug-publiczny-w-wysokosci-55-juz-puka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/1223504353416539716'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/1223504353416539716'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/12/dug-publiczny-w-wysokosci-55-juz-puka.html' title='Dług publiczny w wysokości 55% już puka do drzwi Rostowskiego…'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-6604504295273454333</id><published>2009-12-09T15:52:00.000+01:00</published><updated>2009-12-09T15:52:02.202+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='harcerskie'/><title type='text'>Andrzejek w Karczmie Chagala</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Będąc ostatnio (w sumie przedostatnio) w Warszawie, znajomi zapewnili mi oprócz pracy również program kulturalny. Harcerska Grupa Teatralna Paradox z Hufca ZHP Warszawa Praga Południe przedstawiła spektakl „Andrzejek w Karczmie Chagala” musical na motywach „Tańca Wampirów”.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Po spektaklu stwierdzam, iż lubię teatr amatorski. Ci młodzi ludzie (15-16) lat zagrali tak, że poniektórzy widzowie myśleli, że naprawdę śpiewają („śpiewali” z playbacku za zgodą wykonawców oryginałów rzecz jasna). Obserwacja gry i tańca młodych ludzi, którzy w przeciwieństwie do zawodowych aktorów, są bardzo naturalni na scenie sprawiała mi prawdziwą radość.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Spektakl przygotowany bardzo dobrze, dopracowany (choć widzianą przeze mnie próbę dzień wcześniej przemilczę – to pewno trema i splot nieprzewidzianych okoliczności) w szczegółach, dobrze zrealizowane nagłośnienie i oświetlenie (na szczęście zepsuła się część halogenów, które miałem nieszczęście widzieć na próbie). Świetna była dh. Julka występująca w głównej roli. Osobiście spodobał mi się Profesor (niestety imienia aktora nie pamiętam). Widać było, że część z nich naprawdę dobrze czuje się na scenie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Liczę (Karolu) na zaproszenie na kolejny pokaz tej sztuki, a także mam nadzieję, że grupa nie zakończy działalności na tym jednym przedstawieniu i za jakiś czas będę miał przyjemność oglądać kolejny świetny spektakl w ich wykonaniu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-6604504295273454333?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/6604504295273454333/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/12/andrzejek-w-karczmie-chagala.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/6604504295273454333'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/6604504295273454333'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/12/andrzejek-w-karczmie-chagala.html' title='Andrzejek w Karczmie Chagala'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-4910805864583014246</id><published>2009-12-09T14:55:00.001+01:00</published><updated>2009-12-09T14:55:00.337+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='harcerskie'/><title type='text'>Mamy słabe drużyny</title><content type='html'>&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:WordDocument&gt;   &lt;w:View&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:Zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:HyphenationZone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:PunctuationKerning/&gt;   &lt;w:ValidateAgainstSchemas/&gt;   &lt;w:SaveIfXMLInvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:IgnoreMixedContent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:Compatibility&gt;    &lt;w:BreakWrappedTables/&gt;    &lt;w:SnapToGridInCell/&gt;    &lt;w:WrapTextWithPunct/&gt;    &lt;w:UseAsianBreakRules/&gt;    &lt;w:DontGrowAutofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:BrowserLevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:LatentStyles DefLockedState="false" LatentStyleCount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt; /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin:0cm; mso-para-margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:10.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-ansi-language:#0400; mso-fareast-language:#0400; mso-bidi-language:#0400;}&lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;To, że nasza Organizacja cierpi na jakąś poważną chorobę od lat, to nie żadne odkrycie. Lecz po dyskusji na zjeździe Hufca (po rak kolejny na ten sam temat) o ocenianiu drużyn, wiem jedno. Niesamowicie groźną (jeśli nie najgroźniejszą) chorobą naszej organizacji są słabe drużyny. Groźna bo dotyczy nie tylko jednej jednostki, ale błyskawicznie się rozpowszechnia. My w Hufcu mamy już jej epidemię, a niedługo boję się, że może nam grozić pandemia (takie modne słowo ostatnio) w skali całego związku.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Drużynowi silnych jednostek widząc, że ich koledzy działają coraz słabiej również obniżają loty (oczywiście nie wszyscy). Umiera taka naturalna rywalizacja czy świadomość bycia obserwowanym: bo przecież są gorsi i to nimi komenda i komisja rewizyjna się zajmuje; ja będę średnim, to będę miał mało pracy i spokój.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Pamiętam naszą organizację, gdzie drużyny liczyły po kilka zastępów, a w drużynie było nas 40 osób, a na obóz jechało 30. Teraz obozy drużyn to często 10 osób… z kadrą.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Czemu mamy słabe drużyny? Bo mamy słabych drużynowych. Pomimo dobrej jakości kursów u mnie w środowisku, drużynowy po kursie jest słaby. Na kursie wciskamy im do głów teorię, wymagamy trochę praktyki, ale na dobrą sprawę bycia drużynowym uczą się oni jako przyboczni w innych drużynach (no a potem oczywiście już jako drużynowi). Tam nabywają wprawy, tam uczą się bycia liderem. Potem zostają drużynowymi… i jest cienko. Szybko się wypalają, boją się oceny. Fakt może zbyt często dajemy patenty bez stawiania wymagań, może komendy zbyt słabo obserwują próbne drużyny i jeśli tylko drużyna nie umrze śmiercią naturalną doczeka się pozytywnego zamknięcia próby.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Zdecydowanie pomogło by im środowisko rówieśnicze (wędrowników czy instruktorów) w którym mogli by znaleźć coś dla siebie. Hufce żyją pewnym sinusoidalnym cyklem. Raz jest lepiej raz jest gorzej. Często słyszę, że Hufiec Gdynia zuchami stoi, a i sam mam często wrażenie, że tak jest. W końcu jedyne namiestnictwo jakie działa (choć mam wrażenie, że również gromady ulegają epidemii) to właśnie zuchowe.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Z moich obserwacji wynika, że silne środowiska miejskie jakie znam, to drużyny działające w hufcach gdzie są szczepy. Ale szczepy, a nie „szczepy”. Szczepy działające w jednej, dwóch szkołach leżących obok siebie mających cały ciąg wychowawczy i po kilka jednostek (raczej w okolicach 7 niż 3). Taki drużynowy ma wsparcie, ma kadrę do pomocy. Ma skąd pozyskać drużynowego i gdzie zadawać pytania. Taki drużynowy ma kogoś kto pomyśli o fajnym obozie czy zorganizuje rajd dla kadry.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Nie wiem co jest lekarstwem na tę chorobę i boję się, że proces leczenia będzie długi i bolesny. Jednak niezwykle ważne wydaje mi się żebyśmy zaczęli oceniać, pobudzać młodych liderów do współzawodnictwa. Nie chcemy mieć słabych drużyn, nie chcemy mieć też średnich drużyn. My chcemy silnych drużyn z silnymi drużynowymi. A takich to umiem policzyć wśród moich znajomych na palcach jednej ręki. Jan Paweł II powiedział kiedyś: „Nie czyńcie skautingu zbyt łatwym… Stawiajcie wyzwania!”, stawiajmy wyzwania i sobie, i swoim podkomendnym. Bo „Każdy osioł potrafi być dobrym skautem podczas pogody” (Lord Gen. Robert Baden-Powell), a my mamy być dobrymi skautami w świecie XXI wieku, kiedy ZHP ma dużą konkurencję i dla młodzieży nie jest już atrakcyjne – zmieńmy to i się dostosujmy, a przede wszystkim dbajmy o jakość, to ilość przyjdzie sama (a ile nas jest powie ESHD).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-4910805864583014246?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/4910805864583014246/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/12/mamy-sabe-druzyny.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/4910805864583014246'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/4910805864583014246'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/12/mamy-sabe-druzyny.html' title='Mamy słabe drużyny'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-5665358285235344005</id><published>2009-12-09T14:07:00.002+01:00</published><updated>2009-12-09T14:10:16.489+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura'/><title type='text'>Balet współczesny mi nie leży...</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Wybrałem się ostatnio do Opery Bałtyckiej na balet Romeo i Julia. I jak zwykle mam w zwyczaju zamiast przeczytać dokładnie opis stwierdziłem, że czytanie informacji o przedstawieniu, które zna się od wielu lat jest marnowaniem czasu…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pierwsze zwątpienie przyszło gdy po odsłonięciu kurtyny za pośrednictwem projekcji multimedialnej zaczęły lecieć na widzów helikoptery, a następnie przez salę przemaszerowała kolumna (współczesnych jak najbardziej) żołnierzy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Miała być Werona, dwójka kochanków, czasy Szekspira etc. Zamiast Werony był Irak, zamiast Szekspira czasy George’a W. Busha Jr. Była jednak para kochanków. Julia była Irakijką wychowywaną w islamskiej rodzinie (choć według pani choreograf Izadory Weiss,  zdecydowanie nie ortodoksyjnej, bo tylko w pierwszej scenie miała chustkę na głowie, a długość sukienki w dalszych scenach zdecydowanie odpowiadała współczesnym europejskim imprezowym standardom). Romeo zaś był hiszpańskim żołnierzem. Historia w miarę się zgadza: poznanie zakochanie (gdzieś zgubiłem scenę balkonową, no, ale może w Iraku balkonów nie mają), pojedynek Tybalta z Merkucjem, rozpacz, wszechobecna niania i oczywiście samobójcza śmierć głównych bohaterów.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pyzatym scena w jakimś klubie gdzie z żołnierzami tańczyły, raczej rozebranie niż ubrane aktorki (spektakl polecany dla młodych widzów…), pani sierżant wyżywająca się na żołnierzach i jedno wielkie „ale o co tu chodzi?”.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Oczywiście balet jak to balet. Latali po scenie ładnie, powyginali się trochę i jak zwykle zrobiło to na mnie wrażenie – podziwiam.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wybrać się, jak zresztą na każdy spektakl, było warto. Lecz stwierdzam, że wolę balet klasyczny gdzie wiadomo o co chodzi i kto z kim na jakim podłożu (i jak kiedyś pewna znajoma grupa teatralna powiedziała) i czemu nie tym razem. Balet współczesny gdzie z Szekspira robi się poprawnie polityczną bajeczkę mi raczej nie leży, a młodzież szkolna, która przyszła zapoznać się z lekturą (jak znam poziom obecnej edukacji to zapewne zamiast czytania książki), jednak utwór ten będzie musiała przeczytać.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-5665358285235344005?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/5665358285235344005/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/12/balet-wspoczesny-mi-nie-lezy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/5665358285235344005'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/5665358285235344005'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/12/balet-wspoczesny-mi-nie-lezy.html' title='Balet współczesny mi nie leży...'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-2204287329956760063</id><published>2009-11-18T21:32:00.003+01:00</published><updated>2009-11-18T21:34:36.203+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekonomia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><title type='text'>Minister numer jeden</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Tym razem będzie krótko, głównie tytułem uzupełnienia do wczorajszego wywodu o paradoksach polskiej polityki…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jacek Rostowski – polski minister finansów. Ostatnio laureat rankingu „Financial Times” uznany za najlepszego ministra finansów Europy. Autor reformy systemu podatkowego (PIT – pisałem wczoraj), autor planowanej na 2011 rok reformy ordynacji podatkowej (ktoś wpadł w końcu na pomysł uproszczenia naszej polskiej paranoi podatkowej). Ostatnio autor kontrowersyjnych pomysłów związanych z przesunięciem pieniędzy z OFE do ZUSu, aby w końcu zasypać tę studnie bez dna i zacząć od nowa (system mamy dobry, byle w końcu ZUS przestał wydawać swoje przychody ze składek na obsługę długu…) – pomysł kontrowersyjny, ale biorąc pod uwagę wydajność OFE i pewien paradoks, który tu zachodzi tzn. ZUS dotuje budżet państwa, który aby zasypać deficyt emituje obligacje, które skupują OFE (bo tak, każde ustawa). Może rzeczywiście warto zmienić ten podział na coś co da ten sam efekt, a będzie mniej katastrofalne dla naszego budżetu? I jeszcze jedno, dzięki jego pomysłom Polska zapłaci tegoroczną składkę za członkostwo w Unii za… pieniądze otrzymane od Unii. Panie Ministrze pełen szacunek, ja bym na to nie wpadł (choć pomijam fakt że tych pieniędzy ktoś nie zabezpieczył).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Rosowski ma jedną poważną wadę. Jest ekonomista, ale nie jest politykiem. To, że jest fachowcem dla przeciętnego wyborcy nie ma znaczenia, bo nie umie się sprzedać. A szkoda, bo jest się czym chwalić…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-2204287329956760063?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/2204287329956760063/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/11/minister-numer-jeden.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/2204287329956760063'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/2204287329956760063'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/11/minister-numer-jeden.html' title='Minister numer jeden'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-7018316760585420326</id><published>2009-11-17T22:51:00.004+01:00</published><updated>2009-11-17T22:59:39.363+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><title type='text'>Półmetek...</title><content type='html'>&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Miniony tydzień był pełen podsumowań. W końcu nie co dzień wszyscy słuchają z zainteresowaniem opozycji mówiącej o tym co nie wyszło. Co mnie zaskoczyło? Nie zaskoczyła mnie wygrana Platformy dwa lata temu. Po rządach braci co to ukradli Księżyc p. Tusk był oazą spokoju i nadzieją dla nas że coś się zmieni. Jego expose dwa lata temu brzmiało jak obietnica że każdy z nas dostanie Boeinga pod choinkę (swoją drogą ostatnio doszło do ciekawej fuzji Iberii i British Always – jednych z największych światowych przewoźników), kto w to uwierzył ten uwierzył. I ten teraz ma pretensje.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Co zrobił rząd? Jedni mówią, że niewiele, inni że nic, a inni popadają w entuzjazm, że takiego rządu to jeszcze niebyło (no ci to na pewno mają rację…). Jak jest naprawdę? Zgodzę się z koalicją. Prezydent życia im nie ułatwia. Bezsensowne kłótnie o krzesła czy samoloty (panie K. czasem warto się wycofać z twarzą), czy bezustanna krytyka na pewno nie pomaga. Nie pomaga też bezsensowne wetowanie obiecanych zmian. Co z tego, że rząd przygotuje projekt, który i tak skończy w koszu na śmieci pana za przeproszeniem prezydenta (skończyło w nim 17 ustaw z czego większość to obietnice wyborcze). PO może ma racje? Po co mają ponosić koszty polityczne przygotowywania ustaw, jak swoje zapłacą, a ustawa i tak nie wejdzie w życie (nikt na tym oprócz opozycji i mediów nie skorzysta). Ten argument uważam za sensowny, ale to nadal nie wyjaśnia czemu wielu obietnic nie zrealizowali. Fakt to dopiero połowa, za rok wybory prezydenckie, nowa głowa państwa (wyrażam taką skromną nadzieję – najnowocześniejszego prezydenta świata myślę że mamy już dość) i rok rządów ze sprzyjającym prezydentem (jak los da) – to dużo czasu na odważne reformy (no chyba, że weźmiemy pod uwagę, że za kolejny rok wybory do sejmu…).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Jeszcze bardziej mnie zaskakuje, że rząd się nie chwali. Nie wprowadził kontrowersyjnego podatku liniowego, ale w zamian za to zmniejszył ilość progów podatkowych do dwóch i obniżył stopę oprocentowania. Co wbrew pozorom powinno przyczynić się do zwiększenia dochodów budżetowych w perspektywie kilkuletniej. Dobry rating polskiej gospodarki to też zasługa, po części, rządu (pisałem o tym w „Kryzys, kryzys i…”). Dziwna cisza rozlega się dookoła PZU i Eureko. Kontynuacja polityki PiSu (blokowanie dywidend) i twarde negocjacje z zarządem Eureko i rządem Królestwa Niderlandów przyniosły w miarę dobry efekt (fakt PZU wypłaciło Eureko zaległą dywidendę i część dywidendy należną budżetowi, ale za to polski rząd nie musiał płacić kary zasądzonej przez sąd arbitrażowy – zaoszczędziliśmy jakieś, na pierwszy rzut oka, 30 mld. zł pieniędzy publicznych).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Oczywiście przeciwnicy z przyjemnością wyciągają afery korupcyjne, no ale cóż… Korupcja w Polsce była, jest, i niestety jeszcze wiele pokoleń, będzie. Zresztą jest ona obecna na całym świecie, a i tak w światowym rankingu korupcji awansowaliśmy z 59 na 48 miejsce. To dobry wynik (pytanie czy u nas lepiej czy gorzej u innych…).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Zaskakujące jest, że PO  nadal cieszy się tak dużym poparciem pomimo tylu porażek i tak słabego zachwalania sukcesów (według niektórych sondaży była by nawet w stanie rządzić sama). Myślę, że bierze się to z tego samego źródła co 2 lata temu. Nie ma poważnej konkurencji na „rynku” politycznym. Po prostu wybieramy „mniejsze zło”…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Ja swojego nastawienia do polityki nie zmieniam. Mało jest w tym kraju polityków wartych tego, aby oddać na nich swój głos, a już na pewno nie należą do jednej konkretnej partii.... Może kiedyś dożyję czasu, że wychodząc z lokalu wyborczego (albo po zamknięciu witryny internetowej do głosowania!) będę miał poczucie, że zrobiłem coś dobrego dla Polski...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-7018316760585420326?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/7018316760585420326/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/11/pometek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/7018316760585420326'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/7018316760585420326'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/11/pometek.html' title='Półmetek...'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-6210750267841411644</id><published>2009-11-17T21:42:00.004+01:00</published><updated>2009-11-17T23:01:06.543+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='harcerskie'/><title type='text'>"Mam szczerą wolę..."</title><content type='html'>&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Każdy z nas – harcerzy – doskonale zna i pamięta te słowa (przynajmniej powinien). Pamiętamy tamten dzień (czy zazwyczaj noc) kiedy je wypowiadaliśmy. Czasem wracamy w tamto miejsce. Czasem tylko pamięcią do tamtych lat. Wtedy harcerstwo było proste (czytaj: dużo prostsze niż teraz) – przynajmniej dla mnie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Zmieniło się wiele. Przede wszystkim zmieniło się rozumienie tych słów, które wypowiedziałem pewnej lipcowej nocy, stojąc po pas w jeziorze… &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; „Mam szczerą wolę…”, JA mam szczerą wolę, nie mój drużynowy, nie zastępowy, nie kolega czy koleżanka, ale JA. To jest MOJE przyrzeczenie! To znaczy, że JA naprawdę chcę, mam odwagę przyjąć to wyzwanie i zrobię wszystko co w mojej mocy, aby słowa dotrzymać. Te słowa wiążą mnie na całe życie. Wiem, że wielu z nas myśli, że jak pożegna się z ZHP to koniec z przyrzeczeniem. Ale tak nie jest, bo powiedzieliśmy „…całym swoim życiem…”. Całym, nie tym kilku letnim okresem kiedy otwarcie noszę mundur i nazywam się harcerzem. Ale całym życiem. Bo bycie harcerzem, to dużo więcej niż noszenie munduru, chodzenie na zbiórki czy nazywanie się harcerzem… to Styl Życia. A to oznacza, że czasem trzeba coś poświęcić. Zamiast iść na imprezę w weekend, może warto pomyśleć nad biwakiem ze swoimi harcerzami? Całym sobą, całym życiem, tyle ile będzie potrzeba „…pełnić służbę Bogu i Polsce…”. Każdy z nas rozumie to inaczej. Dla chrześcijan Bóg będzie oznaczał zupełnie co innego, niż dla żydów czy islamistów. Choć w moim odczucia sprowadza się do tego samego – do wartości jakie wyznajemy, a wszyscy mamy je podobne. Każdy z nas jest częścią naszej Ojczyzny - Polski. Harcerstwo powstało właśnie z myślą o niej, o Niepodległej, naszej wspólnej Polsce. W czasach wyjałowienia od poczucia patriotyzmu niezwykle ważne jest pamiętać o swoich korzeniach. „…Nieść chętną pomoc bliźnim…” powinien każdy z nas. Nie ważne czy jest harcerzem, czy może kiedyś był, czy po prostu jest człowiekiem. Każdy z nas powinien pomagać ludziom dookoła, wtedy będzie nam się żyło dużo łatwiej i przyjemniej. Przyrzekaliśmy też „…i być posłusznym prawu harcerskiemu.”. Niewątpliwie jest to trudne zadanie. Prawo harcerskie składające się z 10 punktów jest wyznacznikiem jaki powinien być harcerz. To, że nie zawsze taki jest – wcale nie oznacza, że nie jest harcerzem. Powinniśmy się starać i robić co w naszej mocy, aby go przestrzegać – choć jak najbardziej, czasem po prostu wyjdzie jak wyjdzie. Ale uwaga, często od młodych osób słyszę „no ja się staram, ale nie wychodzi”. Myślę, że zupełnie inaczej rozumiemy słowo staram. Dla mnie „staram” oznacza „staram”, a nie „udaję sam przed sobą, że się staram”. I tu wracamy do pierwszej części przyrzeczenia „całym życiem”.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nie chodzi o to, abyśmy zawsze byli idealni – bo nikt z nas taki nie jest (na czele z autorem). Chodzi o to abyśmy naszym życiem, żyli tak abyśmy czuli się (czyli po prostu byli) harcerzami. Czasem łamiemy prawo harcerskie, czasem nie żyjemy zgodnie z tym co przyrzekaliśmy. Myślę, że wielu z nas (instruktorów) patrzy na wartości zawarte w przyrzeczeniu i prawie zupełnie inaczej dziś po latach od tamtych dni kiedy młodzi i pełni zapału gdzieś przy świetle gwiazd i ognia wypowiadaliśmy te słowa. Ja się cieszę, że z każdym rokiem mojej służby odkrywam coraz to nowe znaczenie tych słów. Cieszę się, bo z każdym rokiem są mi bliższe…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Myślę, że nie łatwo jest być harcerzem, ale zdecydowanie nie chodzi w tym o to, żeby było łatwo. Ma być po harcersku, nawet jeśli będziemy na to potrzebować lat i ogromu pracy, powinniśmy się strać aby było tak, jak być powinno.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-6210750267841411644?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/6210750267841411644/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/11/mam-szczera-wole.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/6210750267841411644'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/6210750267841411644'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/11/mam-szczera-wole.html' title='&quot;Mam szczerą wolę...&quot;'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-4658499180340341524</id><published>2009-11-12T20:19:00.003+01:00</published><updated>2009-11-12T20:40:43.370+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekonomia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><title type='text'>Kryzys, kryzys i...?</title><content type='html'>&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wszyscy o nim słyszeli. Część odczuła (m.in. ja - mój poprzedni pracodawca pod przykrywką kryzysu podziękował mi za współpracę). Kryzys ekonomiczny. Kryzys, który w Polsce nie zagościł (przynajmniej na dłużej niż trwają wypowiedzi ludzi zwanych "politykami" i "ekspertami"). Czemu?&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Chyba przede wszystkim dzięki nie udolnej (bądź genialnej) polityki naszego obecnego rządu i zdecydowanych porażek rządu&amp;nbsp; (i rządów) poprzedniego. Brak prywatyzacji w&amp;nbsp; latach 2005-07 (kiedy to wzrost koniunktury i optymizm powodował, że jednostki będące w posiadaniu SP, aż same się prosiły o ich wysprzedaż) sprawił, że Ministerstwo Skarbu Państwa posiada nadal we władaniach znaczną część kapitału, który to sprywatyzowany w okresie kiedy koniunktura zacznie rosnąć dać ogromny zastrzyk przepływów pieniężnych dla rządu (obyśmy tylko je mądrze wydali). Rząd podratował deficyt budżetowy z dywidendy PKO BP S.A. (choć jak dla mnie to posunięcie było chwilowym rozwiązaniem, dobrym dla budżetu, ale na krótko) - co nie było by możliwe gdyby bank ten został do końca sprywatyzowany (nadal 51,24% akcji banku jest w posiadaniu SP). Mniej lub bardziej udane reformy finansów publicznych (cokolwiek ten termin oznacza) spowodowały znacznie lepsze dostosowanie do ekonomi XXI w. w Polsce niż na Węgrzech, gdzie kryzys spowodował znaczne spustoszenie w gospodarce, a Forint jeszcze długo nie odzyska zaufania na światowych rynkach walutowych.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Bierna polityka rządu i uparte powtarzanie, że kryzysu nie ma, działało na Polaków uspokajająco. Gdy w większości krajów rządy przygotowywały pakiety antykryzysowe (pogłębiając kryzys) u nas rząd stawał na głowie, aby pokazać jak jest różowo. Nie wiem czy wynikało to z zaplanowanej polityki ekonomicznej rządu, głupoty czy polityki pozytywnego PR. Jakkolwiek przyniosło dobry efekt. Zamiast panikować, przyjęto optymistyczne prognozy (no dobra, optymistyczne to zbyt skromne słowo - te bardziej przypominały te od cygańskich wróżek) i lekkie cięcia w budżecie. Większe cięcia zostały zrobione pod przykrywką "na wszelki wypadek" choć i tak ekonomiści wiedzieli, że są konieczne te i te których nie zrobiono oraz powinny być one dużo większe (choć fakt, cięto to co cięte być powinno, a w spokoju zostawiono inwestycje i wydatki napędzające gospodarkę).&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Czemu więc piszę, że kryzysu nie ma i nie było? Istnieje zdecydowana różnica między kryzysem, a stagnacją czy po prostu recesją. Z tą ostatnią mamy zdecydowanie doczynienia. Przepompowanie rynków finansowych, wzrost ryzyka działalności bankowej, kredyty wysokiego ryzyka (subprime) i polityka "rozdawania" pieniędzy przez banki doprowadziła do załamania systemu bankowego w Stanach Zjednoczonych. Potem działo się już tylko szybciej. Islandia, obiecywana nam w poprzednich wyborach Irlandia (panie Tusk, dziękuję Panu za niedotrzymanie tej obietnicy!), w sumie cała Europa Zachodnia, Europa Środkowowschodnia, cały świat, nie było już odwrotu (uchroniły się afrykańskie państewka, gdzie z dużym prawdopodobieństwem o kryzysie nikt nawet nie słyszał). Gdy pod koniec lat '20 ubiegłego wieku Wielki Kryzys nawiedził USA, również odbiło się to na całym świecie (co notabene doprowadziło do II Wojny Światowej).&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Więc czym jest kryzys, skoro nie recesją? Recesja jest terminem używanym przez ekonomistów (przynajmniej być powinna), a kryzys, kryzys zostawił bym psychologom. Niski poziom edukacji ekonomicznej zarówno obywateli jak i polityków (tak panie Leper, dodrukować to my możemy, ale co my z inflacją zrobimy?), brak świadomości o zjawiskach makroekonomicznych (n.p.: kreacji pieniądza) i syndrom zachowania stadnego. To są właśnie przyczyny kryzysu. Więc kiedy mamy kryzys (bo czynniki jak najbardziej spełniamy, a ja nadal mówię że nie ma)? Kiedy jest panika. Wielkie kolejki przed oddziałami banków (no bo przecież pieniądze które wkładamy do banku leżą sobie w skarbcu i tam na nas czekają!) i głośne domaganie się wypłacenia pieniędzy, których przecież bank nie ma, bo zdążył już je pożyczyć i to kilka razy. Krzyki polityków jak bardzo jest źle i wpompowywanie publicznych pieniędzy w sektor prywatny (choć to jest uzasadnione politycznie – za jakiś czas zawsze będą jakieś wybory, a to usprawiedliwia wszelkie działania polityczne) oraz społeczne (żaden kraj nie powinien pozwolić, na upadek banku i w związku z tym utratę funduszy przez obywateli - jeśli nie ma odpowiednich funduszy gwarancyjnych, trzeba dawać z budżetu).&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; U nas udało się uniknąć tej paniki. Owszem kilku swoim znajomym tłumaczyłem, że nie ma sensu pobierać środków finansowych z kont bankowych (przypominam, że nawet w przypadku bankructwa banku Bankowy Fundusz Gwarancyjny wypłaci nam do równowartości 50 000 euro), lecz nawet zachęcałem do wpłacania tego co mamy w skarpetach na konta (bo każda złotówka dla systemu bankowego jest ważna). To samo robili nasi politycy. Banki zwiększyły wymogi kredytowe, zaczęły niwelować ryzyko inwestycyjne i operacyjne. Powoli nasze polskie banki (liczących się - członków Związku Banków Polskich jest 62i jeszcze niecałe 600 spółdzielczych, razem banków mamy 650) zaczęły się dostosowywać. W czasie recesji ilość placówek banków wzrosła o 706, a zatrudnienie wzrosło zaledwie o 274 osoby (dane za okres wrzesień 2008/wrzesień 2009 z danych KNF). Na polskim rynku od czerwca 2008 roku pojawiło się 6 nowych banków. To świadczy o sile naszego rynku. W obecnej chwili światowe koncerny myślą o wyprzedaży polskich oddziałów, ale nie dlatego, że jesteśmy nierentowni, ale wręcz przeciwnie. Polskie oddziały są warte pieniądze, które pomogą im odzyskać płynność finansową. Co ciekawe, nasze banki i firmy ubezpieczeniowe wybierają się na zakupy. Poważnie o zakupach myślało PKO BP (gdyby nie dywidenda zabrana przez pana Grada i kolegów...), a i PZU widząc w oddali rozwiązanie sprawy Eureko, przymierza się do zakupów.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; WIG powoli wraca do stanu z września 2008 (ok. 2600) obecnie mając prawie 2400 pkt i cały czas powoli rosnąc (najniższa wartość z minionego roku to 1327 z przełomu lutego i marca br.). Świetna kondycja sektora bankowego, polityka prooszczędnościowa rządu, wzrost rynków kapitałowych (niektórzy eksperci mówią, że wyprzedzają one obraz całej gospodarki), dobre rokowania światowych analityków dotyczące Polski i nasza dobra opinia niewątpliwie są szansą. Czas pomyśleć o zasypaniu deficytu (nie dla konstytucyjnych progów ostrożnościowych), ale myśląc już o tym co przyniesie najbliższy rok, dwa. Entuzjaści Euro krzyczą o jak najszybsze wprowadzenie, bo ono wyciągnie nas z recesji, a analitycy zaczynają mówić o tym, że kraje ze Eurolandu za jakiś czas, zaczną ją opuszczać (to dla mnie także takie wróżenie z fusów). Niektórzy mówią, że czas zacząć obniżać podatki CIT i VAT (skoro inni wstrzymali ich obniżanie, to może to jest szansa na pozyskanie inwestorów z zagranicy?). Niektórzy krzyczą sprywatyzować wszystko (tak, tak panie i panowie z PISu chcielibyście przy najbliższych wyborach wyciągnąć prywatyzację poniżej wartości rzeczywistej). Może fakt, warto sprzedać mniej warte udziały mniejszościowe, a do sprzedaży spółek w których SP ma pakiet kontrolny przymierzyć się jak tylko wróci koniunktura?&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wraca też kondycja złotówki na rynkach walutowych. W miniony wtorek kurs EUR/PLN przełamał linie trendu (około 4,17 zł) i na koniec dnia wyniósł 4,1690. Nawet jeśli to chwilowe, to w stosunku do początku listopada (4,32 z 2.11), to zdecydowanie dobry znak, a jeśli się okaże że to sygnał końca korekt i złotówka w końcu się ustabilizuje w okolicach swojej realnej wartości?&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Gdy w Gdańsku budowano Złotą Bramę, symbol bogactwa miasta, postanowiono na jej ścianie napisać po łacinie: "zgodą małe republiki rosną - niezgodą wielkie upadają". Może to samo prawo tyczy się kryzysu - w końcu duże szybko rozwijające się państwa liżą rany, a nasi przedsiębiorcy odliczają dni do ożywienia? Ciekawe to wszystko, ciekawe co przyniesie piątek 13 i nadchodząca druga fala kryzysu, bylebyśmy tym razem byli na nią gotowi...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-4658499180340341524?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/4658499180340341524/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/11/kryzys-kryzys-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/4658499180340341524'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/4658499180340341524'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/11/kryzys-kryzys-i.html' title='Kryzys, kryzys i...?'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-1627767784384237299</id><published>2009-11-08T23:06:00.002+01:00</published><updated>2009-11-08T23:09:38.093+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='harcerskie'/><title type='text'>Over the Walls - czyli dwadzieścia lat temu</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Dwadzieścia lat temu - 9 listopada 1989 roku - Europa zmieniła się na zawsze. To co rozpoczęło się w Polsce wiosną ’89 roku, zostało ostatecznie przypieczętowane w Berlinie. Berlińczycy własnymi siłami obalili 155 kilometrowy mur symbolicznie rozdzielający Europę i świat. Przypadająca w tym roku okrągła rocznica tamtych wydarzeń to dobry moment do zwolnienia kroku i przyjrzeniu się historii.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Tydzień przed oficjalnymi obchodami, niedaleko Checkpoint Charlie (dawnego przejścia granicznego między Niemiecka Republiką Demokratyczną a Republiką Federalną Niemiec) spotkało się 250 młodych osób z całego świata. Przyjechali tam, nie po to aby naśladując polityków rozmawiać o sprawach wielkich, ale po to by strać się zrozumieć. Przyjrzeć się jak bardzo zmienił się świat przez te dwadzieścia lat. Dwie konferencje, liczne warsztaty, wspólnie spędzony czas - to była okazja nie tylko do wspólnej refleksji czy dyskusji, ale również zabawy i poznawania siebie nawzajem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;W międzynarodowym spotkaniu „Over the Walls” wzięli udział młodzi ludzie z całego świata (oprócz krajów europejskich byli reprezentanci m.in. z RPA, Kamerunu, Libanu, Brazylii i Chin). Nie zabrakło również skautów z Niemiec, Francji, Belgii oraz Polski. Piętnastoosobowa reprezentacja ZHP udała się do Berlina, po to aby od 30 października do 1 listopada zwolnić trochę tempo i przyjrzeć się upadkowi materialnego kawałka „żelaznej kurtyny” z trochę innego punktu widzenia, niż tylko z kartek podręczników do historii. W spotkaniu wzięli udział wędrownicy i instruktorzy z hufców: Gdynia, Konin, Łagiewniki, Warszawa Praga Południe, Warszawa Śródmieście i Wrocław. W piątek rano spotkaliśmy się na peronie w Berlinie i udaliśmy się do Jerusalemkirche, na miejsce konferencji. Po dopełnieniu formalności zostaliśmy zaproszeni przez skautów do zabawy wraz z innymi uczestnikami spotkania. Pomimo zimna wszyscy świetnie się bawili, próbując nawzajem wymówić poprawnie swoje imiona. Po lunchu wszyscy zasiedli na sali konferencyjnej gdzie oficjalnie rozpoczęliśmy nasze spotkanie. Osoby biorące udział w wydarzeniach 1989 roku&amp;nbsp; opowiadały o swoich odczuciach i przeżyciach. O tym czym był dla nich mur i jak wiele zmieniło jego obalenie. Następnie udaliśmy się na pierwsze warsztaty. Jedni z nas spotkali się z francuskim eurodeputowanym z 1989 roku, inni rozmawiali o przystąpieniu Turcji do Unii Europejskiej, jeszcze inni zastanawiali się nad wizją przyszłości Europy bądź dyskutowali nad rolą chrześcijaństwa na naszym kontynencie, a niektórzy z nas mieli okazję sprawdzić swoją wiedzę w quizie o Europie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Wieczorem udaliśmy się do domu skautowego DPSG, gdzie mieliśmy mieszkać przez najbliższy weekend. Po dotarciu na miejsce i zjedzeniu kolacji przygotowanej przez francuzów (składu menu, które nam podano pozwolę sobie czytelnikom zaoszczędzić, ale wniosek płynie z tego taki: „o gustach się nie dyskutuje”) odbył się wieczór skautowy. Po kilku zabawach integracyjnych przystąpiliśmy do nauki salsy. Wieczór i spory kawałek nocy minął nam na graniu w kręgle i bilarda, śpiewaniu i tańczeniu. &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Sobota nie szczędziła nam wrażeń. Rozpoczęliśmy od pierwszej części wiodących warsztatów. Jedni z nas wędrowali śladami Muru Berlińskiego, drudzy zwiedzali berlińskie podwórka, niektórzy postanowili spróbować swoich sił w teatrze. Ci, którzy lubią zwiedzać w nietypowej formie udali się na wycieczkę po Berlinie… rowerami. Wszystkie te ścieżki doprowadziły nas do drugiej konferencji poświęconej dyskusji o murze pomiędzy Palestyną a Izraelem. Niestety odnoszę wrażenie, że mur ten jest uważany za zło samo w sobie, a nikt nie chce się pochylić nad sensem jego istnienia. Krytyka jest łatwa jak siedzi się daleko i ocenia sam fakt, a konferencja odbywała się pod tytułem „Over the Walls. Break Down the barriers”, co w mojej opinii spowodowało częściową jałowość tej dyskusji. Lecz dobrze, że się odbyła, bo każdy punkt widzenia jest ważny w szczególności w kwestiach, aż tak kontrowersyjnych. Wieczorem wzięliśmy udział w wspólnej zabawie z wszystkimi uczestnikami Spotkania, a następnie ostatnim możliwym połączeniem udaliśmy się na miejsce noclegu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Nasz ostatni dzień pobytu w Berlinie przywitał nas chłodnym porankiem. Udaliśmy się do centrum miasta, gdzie kontynuowaliśmy warsztaty rozpoczęte przed południem dnia poprzedniego. Po lunchu obejrzeliśmy podsumowania warsztatów i oficjalnie zakończyliśmy nasze spotkanie. Pozostały czas do odjazdu pociągu postanowiliśmy spędzić na zwiedzaniu Berlina w tempie ekspresowym. Nie zabrakło wspólnych zdjęć, śmiechu i dobrej zabawy zastanawiając „co by jeszcze zobaczyć?”. Dzień zakończyliśmy wszyscy zapadając w głęboki sen w pociągu do domu…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Cała konferencja była niesamowitym przeżyciem. Wydaje mi się, że warto zachować w pamięci przede wszystkim jedno przesłanie które pojawiało się kilka razy: „demokracji nie możemy eksportować, możemy pokazywać inny sposób widzenia, inny światopogląd, ale nikogo nie zmusimy aby chciał żyć w demokratycznym kraju”, a od siebie dodam, że w mojej opinii niektóre narody w demokracji żyć nie potrafią i nie chcą, a nasza rola może ograniczyć się tylko do tego, żeby mówić i opowiadać. Zmuszając nic nie osiągniemy, a możemy tylko zniechęcić.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Cieszy mnie, że to spotkanie, konferencje miały taki ludzki wymiar. Że nie było to kolejne spotkanie wielkich ludzi polityki, którzy mówią o niczym. To spotkanie dla nas -&amp;nbsp; młodych ludzi - niosło za sobą wiele wartości i przesłanie, które każdy z nas powinien zachować w sercu. Cieszmy się z tego co mamy (i dbajmy o to), ale nie zmuszajmy innych, aby chcieli żyć tak samo jak my.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;A ja już z niecierpliwością wyczekuję kolejnych wyjazdów, a wrażeniami nie zapomnę się podzielić.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-1627767784384237299?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/1627767784384237299/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/11/over-walls-czyli-dwadziescia-lat-temu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/1627767784384237299'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/1627767784384237299'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/11/over-walls-czyli-dwadziescia-lat-temu.html' title='Over the Walls - czyli dwadzieścia lat temu'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-7217622611474197717</id><published>2009-11-07T15:31:00.003+01:00</published><updated>2009-11-07T15:33:29.088+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='harcerskie'/><title type='text'>Mundur? Po co? Przecież jestem instruktorem…</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"&gt;Kiedy  byłem jeszcze w drużynie harcerskiej zostałem nauczony, że chodzi  się&amp;nbsp;w mundurze. Zbiórki na terenie miasta, wycieczki, biwaki,  obozy wszędzie gdzie tylko się da w mundurze. W szczególności jak  jestem gościem w jakimś mieście czy kraju, jestem w mundurze –  bo jestem harcerzem. Jeszcze do minionego roku wydawało mi się to  oczywiste. A teraz? Teraz zwątpiłem, czy dla wszystkich to takie oczywiste  jak było dla mnie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"&gt;W  ramach minionego HAL zabrałem grupę&amp;nbsp;znajomych z drużyny wędrowniczej  (kadrowej) na rejs do Szwecji. I pierwsze zdziwienie przyszło już  pierwszego dnia, bo pewien instruktor (na jachcie była nas 7 w tym  6 instruktorów) jeszcze w drodze do mariny oświadczył, że mundury  to strasznie zły pomysł. Bo przecież mamy do przejścia od przystanku  do mariny całe dwa kilometry, a on zgubił odznakę (i oczywiście  to moja wina, bo ja powiedziałem, że jedziemy w mundurach)! No cóż,  biorąc poprawkę na to, że wywodzimy się z różnych środowisk westchnąłem  stwierdzając, że to jakaś niefortunna wypowiedzieć i nadal cieszyłem  się tą chwilą. Niestety załoga nie szczędziła mi niespodzianek.  Gdy dopłynęliśmy do Karlskrony rzeczą oczywistą wydało mi się  to, iż harcerze (instruktorzy!) udający się na zwiedzanie portu w  obcym kraju, jak najbardziej starają się swoim wyglądem (m.in. mundury)  i zachowaniem godnie reprezentować Związek i Polskę. Moje zdziwienie  było ogromne jak usłyszałem od załogi, że oni nie rozumieją, dlaczego  mają założyć mundury. Przecież to oczywiste, że instruktor zabiera  mundur po to, żeby leżał w plecaku! Kolejne losy tej załogi i przepychanek  o zakładanie mundurów pomijam, a żeby nie było, że wyciągam pojedyncze  patologie jeszcze jeden przykład.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"&gt;Wyjazd  zagraniczny. Grono instruktorskie (bądź co bądź osoby zaprawione  w harcerstwie i doświadczone), osoby reprezentujące praktycznie cały  kraj, od gór po morze. Kiedy komendantka wyjazdu informuję, iż na  wycieczkę do Genewy należy założyć mundur po sali przebiega szmer,  „Ale jak to, po co?! Mundury?!”. I kolejne moje zaskoczenie. O ile  dla przykładu instruktorów z rejsu jestem w stanie poszukać w sobie  zrozumienia, w końcu wszyscy z nich to byli „świeżo upieczeni”  instruktorzy z góra półrocznym stażem (może jeszcze z nie do końca  uformowanym systemem wartości i przywiązania do tradycji), to o tyle  w tym wypadku popadłem w całkowite zdumienie. Argumenty? Bo będzie  niewygodnie, bo to kilka godzin w autobusie, bo mundur przesiąknie  potem, bo to, bo tamto… &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"&gt;Bo  skąd nasi drużynowi, instruktorzy, wędrownicy mają&amp;nbsp;brać&amp;nbsp; przykład jak nie ze swoich przełożonych? Potem taki drużynowy nie  noszący munduru, będzie od swoich harcerzy wymagał, aby Ci jednak  ten mundur założyli. A ten harcerz może zapytać (i słusznie) czemu  ja mam nosić skoro druh nie nosi? Skoro wymagamy od naszych wychowanków  noszenia mundurów kiedy uważamy to za stosowne, to czemu w takich  samych sytuacjach my ich nie zakładamy? Mogę się założyć, że  w każdym z tych przykładów, gdyby osoby sprzeciwiające się były  drużynowymi, a uczestnikami ich wychowankowie, same kazały by te mundury  założyć. Może to buntowanie się, bierze się trochę z takiej przysłowiowej  zasady: na złość mamie odmrożę sobie uszy? Wydaje mi się, że  regulamin mundurowy jest nam przychylny. Harcerki mogą nosić spódniczki,  spodenki, długie spodnie. Harcerze w ciepłe dni mogą założyć krótkie  spodenki. Czasem, gdy rzeczywiście mundur w całej okazałości mógłby  być nie praktyczny może wystarczy koszulka i skautowym zwyczajem chusta?  Ale to powinien być wyjątek, a nie reguła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"&gt;A  tak swoją drogą się zastanawiam. Po co nam w ogóle mundury? Zadaję  sobie pytanie: czemu noszę mundur? Pierwsza odpowiedź, która przychodzi  mi do głowy: bo jestem harcerzem! No dobrze, ale czemu? I tu do głowy  przychodzi mi z odpowiedzią Statut, bo takie są zasady. W § 12 pkt.  1 Statut ZHP wyraźnie stanowi: „Podstawowym ubiorem organizacyjnym  członków zwyczajnych ZHP jest mundur.”. Czemu jeszcze? Bo moi poprzednicy  (harcerze!) nosili mundury. I jeszcze jedno, i chyba najważniejsze:  bo jestem harcerzem i w mundurze po porostu czuję się dobrze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"&gt;Czasem  się&amp;nbsp;zastanawiam, ile w nas jest jeszcze harcerstwa, a ile każdej  innej organizacji młodzieżowej? Może część&amp;nbsp;z nas zapomina  o tym, że jesteśmy specyficzną (to znaczy wyjątkową!) organizacją.  Organizacją, która ma wychowywać i uczyć młodych ludzi. Organizacją,  w której my – instruktorzy swoją postawą dajemy przykład. Jeśli  my nie nosimy mundurów, nie wymagajmy tego od naszych harcerzy, ale  wtedy, szybko przestaniemy być harcerzami.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;span style="font-family: Times New Roman; font-size: small;"&gt;A  ja tym czasem, idę&amp;nbsp;wyprasować&amp;nbsp;mundur, bo jutro wyjeżdżam  i zamierzam na tym wyjeździe wyglądać&amp;nbsp;jak harcerz…&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-7217622611474197717?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/7217622611474197717/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/11/mundur-po-co-przeciez-jestem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/7217622611474197717'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/7217622611474197717'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/11/mundur-po-co-przeciez-jestem.html' title='Mundur? Po co? Przecież jestem instruktorem…'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8544576311529475832.post-8631253197631806667</id><published>2009-11-07T15:23:00.002+01:00</published><updated>2009-11-07T18:31:07.194+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatne'/><title type='text'>Czas start</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Times New Roman; font-size: 100%;"&gt;No  i stało się. Nadeszła. Chłodna, deszczowa jesień. Na chodnikach  co raz więcej żółtych liści, rano ciemno, popołudniu ciemno. Jesień  to dobry czas, aby podsumować to co się działo w minionym  roku, ostatnim czasie. Wielu z nas zaraz po wakacjach miała, jak to zwykle bywa, ciężki start w rutynę. Dopiero kiedy ta cała machina  naszego życia ruszy mamy czas aby usiąść i zastanowić się,  co tak naprawdę się wydarzyło w minionym roku. Kiedy pewnego jesiennego  wieczoru usiadłem i spojrzałem na naszą jesień za okno, zastanawiałem  się co mnie najbardziej zaskoczyło w obchodzącym już powoli roku.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman; font-size: 100%;"&gt;I  nie będę ukrywał. Przeraziłem się. Coś co od kilku miesięcy  po mnie chodziło, zaczęło się coraz bardziej nasilać.  Świadomość. Świadomość zmian. No, ale może zacznę tak jak zaczynać  należy, czyli od początku. I po to właśnie powstał ten blog. Nie po to aby opisywać kolejne swoje potknięcia (których po prostu jest za wiele, by chciało się o nich pisać), ale żeby dzielić się z Wami swoimi przemyśleniami...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8544576311529475832-8631253197631806667?l=sebastiankowalczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/feeds/8631253197631806667/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/11/czas-start.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/8631253197631806667'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8544576311529475832/posts/default/8631253197631806667'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sebastiankowalczyk.blogspot.com/2009/11/czas-start.html' title='Czas start'/><author><name>Sebastian Kowalczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13431030722229433297</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_fwREpABTltc/TJ-0YtQ1sxI/AAAAAAAApFc/IQ3cXe9P8to/S220/foto_male.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
